Teraz szukam ruin. Kiedyś stał tu młyn. Stał i mełł. Teraz z niego pozostała nędzna resztka. Dobrze, że jakaś tablica tu stoi. Znaczy się ktoś ma te ruiny w opiece. Mam zamiar iść w górę potoku i dojść do innych ruin, przy których byłem przedwczoraj. Sympatyczna ścieżka prowadzi mnie pod górę wzdłuż potoku. Po prawej mam potok, a po lewej ścianę lasu. Ścieżka jest błotnista, dzięki temu mogę obserwować tropy różnych zwierząt. Cisza i duchota towarzyszą mojej wędrówce. W pewnym momencie kicha, żeby nie powiedzieć inaczej. Ścieżka jest przegrodzona, a na płocie wisi napis, że wstęp wzbroniony, czy jakoś tam. Trochę się zeźliłem, ale zawróciłem do rzeki. Wiem, kto tam mieszka, choć nigdy go nie widziałem. Nie chciałem wchodzić z moimi zabłoconymi butami do Jego prywatności. Jeszcze przed ruinami ścieżka skręciła w prawo i poprowadziła mnie wzdłuż rzeki. Po tamtej stronie prawie asfaltowa droga, a po tej stronie wzdłuż rzeki prowadzi ścieżka, która doprowadziła mnie do cywilizacji. Jakże miło wędrowało mi się tą ścieżką! Mijam zdziczałe sady owocowe. Dochodząc do cywilizacji dzwonię do Renatki. Okazuje się, że czuje się prawie dobrze, więc wyjeżdża po mnie autkiem i jedziemy do hotelu na jedzono. Po powrocie Renatka kładzie się jeszcze do łóżka, a ja biorę leżak z piwem na plecy i podążam nad rzekę. Tam już czeka Derty z Ewą. Odpoczywamy w rzece do momentu, aż się zimno zrobiło. Wieczorne spotkanie odbyło się u nas w leśniczówce.


Odpowiedz z cytatem