Dzień 13
Wczoraj wieczorem na naszej kwaterze ustaliliśmy z Dertym, co dzisiaj będziemy robić. Renatka postanowiła jeszcze odpocząć. W końcu jest rekonwalescentką i na dodatek jest na wakacjach, więc ma prawo. Pogoda zapowiada się cudownie. Wstajemy skoro świt. W Sękowcu na początku września świt wypada gdzieś koło 8:00 – 8:30. Po śniadaniu wsiadamy do naszych rydwanów mechanicznych i w drogę. Jedziemy w kierunku jedynym możliwym w zasadzie. Po lewej stronie mijamy malowniczą cerkiew z kamienna płytą. Całkiem niedawno /pojęcie względne/ odczytane zostały napisy z tej płyty nagrobnej. W miejscowości Jodłówki skręcamy w kierunku miejscowości Przełom. Wjeżdżamy pomiędzy góry. Potok zmieniający kilkakrotnie swoja nazwę wije się wzdłuż drogi, a droga piękna jest, nowa jest. Droga znaczy się jest stara tylko nowy asfalt na niej leży. Pamiętam, jak kiedyś stałem w korku czekając na położenie dywanika. W końcu dojechaliśmy do metropolii z jednym domem i cmentarzem. Cmentarz ten w tym roku będzie ponownie odnawiał Szymon ze swoja grupą. Tam na parkingu Derty zostawia swój rydwan i przesiada się z Ewą do mojego. Po chwili mkniemy w kierunku przełęczy, za którą w dole jest Strażnica SG. Mijamy kolejną metropolię i posuwamy się na północ. W końcu dojeżdżamy do Brzeżek. Tam zostawiamy auto, przebieramy się w sprzęt bardziej nadający się do chodzenia po górach. Ze zdziwieniem stwierdzam, że w tym miejscu trzeba wykupić bilety do lasu. Kiedyś się kupowało w schronisku z kozami, co ich tam już nie ma. Schroniska z resztą też nie ma. Opłaciwszy haracz wyruszamy do lasu. W lesie stwierdzamy, że na coś pieniądze te idą. Przez potok przerzucone są nowe kładki. O.K. Tylko kiedyś bardziej mi się tu podobało bez tej całej infrastruktury. Powoli pniemy się pod górę co rusz oglądając inne okazy flory bieszczadzkiej. Idę wszak w towarzystwie znawców tematu… Tuż przed przełęczą dochodzi do nas z prawej strony szlak zbiegający z Rohów. Opowiedzieliśmy sobie zabawne historie, które nam się przydarzyły na tym szlaku, który zbiega do nas dosyć stromo. Po chwili jesteśmy już w miejscu, w którym nie ma schroniska, co było, ale jest nowe w stanie budowy. Wszystkim nam się spodobała ta budowla. Pogadaliśmy chwilę z budowniczymi o terminie oddania budynku do użytku turystom. Dziś wiem, ze termin ten nie został dotrzymany. Kiedy plac budowy zniknął nam z oczy zatrzymaliśmy się na biwak. Miejsce jest tak urocze, że byłoby nietaktem gdybyśmy je ot, tak sobie minęli. W prawo odchodzi droga do wsi, której już nie ma. Po odpoczynku skręcamy na szlak o kolorze nadziei. Nadzieja mnie też nie opuszcza, że dam radę…Pamiętam tą drogę z wędrówki z Barnabą i mam obawę przed końcowym wspięciem się na cycek. Jak wiadomo, czasami zdobycie cycków jest bardzo trudne, a ja młodzieńcem już nie jestem. Młodym zdobycie cycków zawsze łatwiej przychodzi…Mam jednak dzielnych towarzyszy, którzy nie zostawiają mnie samego i nie opuszczają mnie. Jest to jedna z ładniejszych moim zdaniem ścieżek w Bieszczadzie. Co rusz mamy cos innego przed oczami. A to idąc, a to odpoczywając, a to posapując systematycznie jednak zbliżamy się do góry. Co rusz jednak oglądamy się za siebie, żeby podziwiać widoki. Za nami widoki są przepiękne, a przed nami widoków na razie nie ma, bo Kobieta Cara nam je zasłania.


Odpowiedz z cytatem