O żesz...
Jak pomyślę, że przez te *&^%#: egzaminy dopiero to zobaczę kole Bożego Ciała, to mnie skręca...
Piknie, Panie Marcinie...a te skrzypy na pierwszym doskonałe!
O żesz...
Jak pomyślę, że przez te *&^%#: egzaminy dopiero to zobaczę kole Bożego Ciała, to mnie skręca...
Piknie, Panie Marcinie...a te skrzypy na pierwszym doskonałe!
Morio
Tak już się złożyło, że to, co miało zarosnąć już dawno w Bieszczadach zarosło. Można chodzić i szukać, ale znaleść łąkę lub pastwisko kwietne jest już coraz trudniej.
Poranny piątkowy deszcz w Lesku nie zachęcał do łąkowego botanizowania. Wsiadłem w samochód, by dotrzeć pod leśniczówkę, ale nikt prócz mnie nie przybył. Odczekałem piętnaście minut i ruszyłem tam, gdzie nikt nie chodzi, tam gdzie trawę spasają krowy i koszą na siano. Tylko obuwia łąkowego zapomniałem, ale rośna łąka warta jest każdych lakierek czy trampek, więc nie zważywszy na podstawowe braki w wyposażeniu terenowym ruszyłem na łąki. Pod cerkwiskiem pasło się kilka krów wraz z byczkami. Drągą przez las wyszedłem na łąke przechodząc nad pastuchem okalającym to najwspanialsze miejsce bieszczadzkiej łąkowatości jakie dane było mi ujrzeć. Już z daleka ponad niską i mięciutką ruń wystawały różowe storczyki samicze i stoplamki szerokolistne z łacińska zwane majowymi. Każdy storczyk jest w innym odcieniu fioletu bądź różu, tak jasnego, że aż białego prawie, ale w tym roku prawdziwie białego okazu nie znalazłem. Każdy kwiat jest inny i wyjątkowy, za jednym kryje się wielooka bestia potrafiąca jednym skokiem dopaść motyla lub błonkówkę, a nawet szybkiego bzyga. Na źdźble wyczyńca zobaczyłem jakiegoś małego motyla ze złotym połyskiem...
Ostatnio edytowane przez marcins ; 16-05-2010 o 12:53
Marcin
...Słońce nieśmiało wychodziło zza chmur, to znów zachodziło, a ja leżałem w błogości na łące i obserwowałem storczyki. W pełnię kwitnienia wchodziły babki lancetowate i jaskry. W wilgotniejszych miejscach wypatrzyłem pierwsze ostrożenie łąkowe. Udumałęm sobie, że skoro nie pada to może wybiorę się jeszcze i na inne łąki. Ostatnie ujęcia i zmierzam do leśnej dróżki. Uroczo zapiałem na całą dolinę, gdy się przekonałem, że pastuch jednak podpięty. Przez chwilę musiałem poruszać palcami, by odzyskać czucie bom se za mocno chwycił za drutaW lesie upolowałem jeszcze rusałkę i już byłem na dróżce obok dawnego cerkwiska, za którym skręciłem w prawo ku polnej zarośnietej drodze biegnącej w górę przy lesie...
Marcin
...Już na dróżce trafiłem na pierwszego stoplamka. Później drugi na łące. No i pojawiły się najpierw pojedyńcze, a później rosnące w niewielkich płatach storczyki samicze. W sumie dobre kilka setek okazów na powierzchni kilku hektarów. Tym milsze jest to, że dwa lata temu naliczyłem tam tylko kilkanaście sztuk. Przekwitły już pierwiosnki lekarskie, ale pomiędzy storczykami trafiłem na ciekawe fiołki o dużych jasnoniebieskich kwiatach. Znów zacząłem się wylegiwać i wyczesywać rosę z trawy w trakcie fotografowania storczyków. Jednak to, co miłe szybko się kończy i trzeba było wracać. Przy cerkwisku kilka dorastających byczków przeszło przez pastuch i zaczęło próby miłosnych uniesień wobec krów, ale nie bardzo im wychodziło. Przeczekałem kilka chwil, żeby nie narażać się na wzięcie na rogi i byczki wróciły na pastwisko. Wsiadłem w auto i ruszyłem do domu.
Marcin
Ładnie się wystorczykowałeś - aż miło oglądać zielono - różowe łąki, gdy za oknem szary deszcz leje.
"niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
http://takiewedrowanie.blogspot.com/
oj leje, w pyrlandi też szaro i ponuro. Marcinie dzięki za odrobine wiosny szkoda, że tylko na fotkach.
pozdrawiam
Marek
wow, piękny
czyli nie trzeba jechać do Rumunii, w Pl też kwitnie;-)
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Wow!
To w Bieszczadach świeci słońce?:O Ja tu próbuję od 3 tygodni plenerować, botanizoawć itd ale tylko czarne chmury, czasem deszczyk witają w górach. W ostatnią niedzielkę wbiłem się w ostrą zimę na Szrenicy miast kąpać się w słońcu... Jedno mi się ciśnie na klawiaturę - nie ma jak Bieszczady:D
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Kosaćce
Niedzielne popołudnie to generalnie bardzo miła pora. Kończy się łikend, czyli czas powszechnego wypoczynku rodaków, którzy o tej porze znudzeni łikendem mkną do domów, by po nocce ruszyć, jak zwykle, do swoich pasjonujących zajęć zawodowych. Pusto się robi po bieszczadzkich dolinach. Z lasu wyłazi zwierzyna popaść się na łąkach, a może by nacieszyć oko widokami. W każdym bądź razie jest cicho, słońce nie praży i śmiało można ruszyć na łąki. Przemknęliśmy przez górę i las i już byliśmy w dolince z całkiem miłymi widokami. Delikatne chmury sprawily, że niskie słońce rozlało się po dolinie miękkim światłem. Po ostatnich deszczach grunt jeszcze mokry, a i rzeczka całkiem spora, więc zmieniamy kościołowe obuwie na gustowne, lekko upaprane błotem gumofile i idziemy ku błękitowi. Podeszczowy potoczek wymył w polnej drodze jakiś pocisk. Nad kwitnącymi kminkami i trybulami unoszą się chmary rozmaitych muszek, chruścików i motyli. Generalnie po wiosce poza sadami niewiele zostało, ale zostały łąki. Jeszcze tylko świerkowy młodnik i pokrzywiska i już jesteśmy na kosaćcowej łące. W tym roku zakwitły wyjątkowo bujnie...
Ostatnio edytowane przez marcins ; 07-06-2010 o 00:12
Marcin
... Godzinami można siedzieć pomiędzy kępami i robić zdjęcia kosaćów, przyglądać się owadom zajętym zapylaniem, zjadaniem lub tylko odpoczywaniem na kwiatach. Godzinami można się wpatrywać po światło w żyłki na kwiatach, w których płynie błekitna krew... Ale za kolejną górą czekają kolejne dziwy i widoki, więc trzeba ruszać.
Marcin
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)