...Stromym szlakiem zrywkowym wdrapuję się do góry. Po zeszłym roku drogę przegradza wiele powalonych żerdek jodłowych. Stuletnie sosny o trzech igłach powoli doganiane są przez młode buki i jodły. Ale to nie one są celem wędrówki. Jeszcze tylko kawałek i znad łupkowego piarżyska ukazują się widoki na odległe szczyty. Wierzchołki delikatnie są podbielone śniegiem lub szadzią. Pod bukami i sosnami wiją się ku światłu wężowo kosówki. Część z nich przegrała już ten pojedynek, ale niektóre mają się jeszcze dość dobrze. Ciężko wyczuć z której części cesarstwa przybyły te kosówki w Bieszczady. Może z Karpat Wschodnich, choć nie wyglądają. Pewniej z austriackich Alp. Młode okazy zdają się mieć cechy pośrednie pomiędzy kosówką a sosną zwyczajną. Jeszcze kilka chwil na podziwianie widoków i schodzę w dół pod krzywulcowym bukiem. Zima idzie, więc czas wracać. Trzeba karmnik postawić, bo to ostatnie przedzimowe popołudnie.


Odpowiedz z cytatem