Rzeżuchowe moczary
Za starym ogrodzeniem rozciągają się moczary, bagniste wypłaszczenie porosłe olchą, wierzbami, mizernym świerkiem i jodłami rosnącymi na wywyższeniach powstałych w miejscu dawnych karp korzeniowych i wykrotów. Gdy się wchodzi na nie zdają się ciągnąć bez końca niczym bagienny szlam za gumiakami, ale tak jak wszystko moczary mają swój kres, a w rzeczywistości są tak małe, że prawie nikt ich nie zauważa.
Wchodząc w bagniste lasy człowiek zostawia za sobą ślady w grząskim podłożu i zmąconą wodę w zalanych dolinkach. Spod butwiejących szczątków przez wodę uwalniają się bagniste zapachy. Niemiła woń siarkowodoru roznosi się wśród z rzadka rosnących drzew. Zapach bestii miesza się z wyziewami bagna. Każde świadome zagrożenia stworzenie pierzcha w kryjówki, pod wykroty, w gęstwiny, po prostu znika.
Styczniowa odwilż, trzecia już tej zimy, uczyniła wiosnę. Popołudniowe słońce wyszło zza jodeł i zachęcało do spaceru pośród zalanych olszyn i bagien rozświetlonych promieniami. Ruszyłem wraz z Funiakiem sprawdzić co się zmieniło od jesieni na moczarach. Ożywione nadmiarem wilgoci mchy i wątrobowce jaskrawo się zazieleniły. Fenowy wiatr, który przyniósł odwilż wywrócił wielką jodłę tworząc w miejscu karpy korzeniowej spore oczko wodne. Orzechówka będzie sobie teraz musiała znaleźć inny punkt do obserwacji okolicy. Wśród rozdętych świerkowych odziomków, szarych pni jodeł i zeschłych badyli czerwienią się owoce kaliny czekając aż zlecą się pod koniec zimy gile, by roznieść ukryte w nich nasiona po okolicy. Brnąc przez bagno do zeschłego owocostanu ciemiężycy przez filc przelewa mi się czarna bagnista maź do wnętrza butów. W wodzie zielenią się młode liście i pędy rzeżuchy gorzkiej. Środek stycznia dopiero, a wydaje się jakby było przedwiośnie. Wśród kęp torfowców dostrzegam ślamazarny ruch największego z skoczogonków czworozęba bielańskiego. Nim dotarłem do świerkowo-jodłowej drągowiny słońce skryło się za chmurami. Przecięliśmy błotnistą drogę i wzdłuż rzeki wracaliśmy do domu. Na skarpie nad wodą migotały zeschnięte miesiącznice. O zimie przypominał tylko niewielki lodospad powstały w miejscu gdzie do rzeki wpada jeden z wielu bezimiennych potoków. Trzeba było wracać do domu, by podłożyć do pieca, bo z komina przestawał wydobywać się dym...


Odpowiedz z cytatem