Wodospad wiosenny
Zaraz po powrocie z nadrzecznego spaceru z psem wsiadłem w mój leciwy pojazd i wdrapałem w górę nad miasto. Zaparkowałem obok kurnika i ruszyłem w promieniach późnopopołudniowego słońca ku wodospadowi, a może bardziej by odnaleść gęsiówki piaskowe, które kiedyś pomyliłem z sałatnicą leśną. Grunt odtajał już po zimie i dopasowywał się do obuwia, więc dla uniknięcia tej samej drogi postanowiłem wziąść wodospad tym razem od góry. Stara leśna ścieżka/dróżka wiodła zaraz nad załamaniem zbocza opadającego stromo do rzeki. Na drzewach nowe niebieskie paski urządzeniowców świeciły niczym przysłowiowe psie międzynożne wahadło. Wśród brynatnych liści w ściółce i zielonych mchów rozkwitały pierwsze przylaszczki kolorami od fioletu po błękit. Miejscami po ziemi płożyły się czerwone pędy wilczomleczy migdałolistnych. Przy świeżo zrobionej dylowance na szlaku zrywkowym skreciłem w prawo, w dół ku wodospadom. Roztopowe wody nawet nadały mu głosu i chyba tylko po ulewnej burzy wygląda ów wodospad poważniej. Powoli stromą skarpą porośnietą bluszczem schodziłem od drzewa do drzewa w dół. Jedynie przy co okazalszych kępach przylaszczek zatrzymując się...


Odpowiedz z cytatem