...Każda góra kiedyś się kończy, więc trzeba było zawracać. W lukach pomiędzy drzewami otwierały się widoczki na okoliczne górki. Południwym stokiem złaziłem na dół. Miejscami zamiast runa i sciółki były same kamienie. Dopiero gdzieś tak od połowy góry las zrobił się dorodny i jodłowy z pojedyńczymi jaworami i bukami oraz wielkimi kępami mchu. Im niżej tym fen był słabszy, a świadomość powoli wracała do cywilizacji niczym ze snu.


Odpowiedz z cytatem
robi na prostym ludzie jeszcze jakieś wrażenie. Sporą kępę śnieżyc odnalazłem jeszcze na łąkach na wysokości, gdzie potok, którym przyszedłem rozlewa się na turzycowisku. Nigdy wcześniej ich tu nie widziałem. Jesienią oczyszczali i pogłębiali fragment kanału i ciężko się było przedostać na drugą stronę, więc mogłem potrenować skoki w dal. Wielkie krzaki łoz wypuściły bazie. Obrałem kierunek w stronę ruin radzieckiego bunkra. Słońce niby zaszło, ale liczyłem, że może jakaś niegramotna żmija, zaskroniec lub chociaż padalec się jeszcze trafi. Nic się nie trafiło. Znów wlazłem w łęgowe zarośla. Powiadają, że przed wojną stał tu browar. Teraz nic o tym nie świadczy. Wdrapałem się na groblę i biegnącą po niej dróżką doszedłem do drogi krajowej, by ją przeciąć pod kątem prostym. Odwiedziłem jeszcze miejsce, gdzie są zarastające glinianki, niegdyś strzelnica milicyjna, w dziciństwie nazywaliśmy je Jeziorka. Poza syfem i stertami śmieci nic ciekawego nie znalazłem. Kiedyś było tu całkiem uroczo. W gliniankach pływały traszki i żaby. Na dnie czaiły się płoszczyce i larwy ważek, a na wodnej roślinności topielice, po powierzchni ślizgały się nartniki, a pod wodą wiosłował pluskolec. W otoczeniu rosło sporo kukułek szerokolistnych. Niestety to było kiedyś. Teraz wszystko zarosło krzakami, rudbekią i nawłocią. No i zostało upstrzone kilkoma tonami rozmaitych śmieci i odpadów. Zpochmurniało jeszcze bardziej i zaczęło z lekka kropić. Doszedłem do starej drogi, by przez kaczeńcowe bagno wyjść na pagórki. Gdzieś po drugiej stronie doliny pojawiła się jeszcze plama jasnego światła, ale i ona szybko znikła. Spacer się skończył tak jak skończył się dawny urok glinianek. Dobrze, że chociaż Horodysko rozkwita jeszcze jak co roku rozrastającymi się łanami konopałek.

