Można powiedzieć jak to dobrze, że nasi synoptycy akurat na święta nie trafili z prognozą. Dzieki temu możemy z przyjemnością czytać i ogladać marcinowe świąteczne wedrówki.
Można powiedzieć jak to dobrze, że nasi synoptycy akurat na święta nie trafili z prognozą. Dzieki temu możemy z przyjemnością czytać i ogladać marcinowe świąteczne wedrówki.
pozdrawiam
Marek
...Doszliśmy do dębu rosnącego pod groblą przy dolnym stawie. Kwitły pod nim łany kokoryczy pełnej, cebulicy i kępa zawilców. Prowizoryczna łódka służąca do wybierania ryb prawie całkiem już zatonęła. Mimo chwilowego zamieszania, które spowodowały siwe czaple znów zapanował spokój. Gdyby jeszcze nie te auta, ale całe szczęście ruch był i tak stosunkowo mały. Święta to czas wielkiego żarcia, które trzeba zdobyć. Kiedyś się biło świniaka lub wyciągało długo gromadzone zapasy. Teraz wszystko jest w sklepach, wszystko takie same jak przez pozostałe 365 dni w roku. Ale kurna zawilców, cebulic i inszych kokorycz nie ma i dlatego wylegiwanie się w łanach wiosennego kwiecia to prawdziwe święte świętowanie. Wiatr delikatnie potrząsał kwiatostanami osiki rosnącej na grobli. Weszliśmy w łęg, łęg żółto kwitnący łanami śledziennic...
Marcin
...Prócz śledziennic pod brzozami, wiązami, lipami, jesionami, czeremchami oraz z rzadka innymi drzewami pełno było piżmaczków wiosennych. Zgodnie z pradawną grecką nazwą jest to roślina wyjątkowo niepozorna i przeciętny przedstawiciel zwierzęcia zwanego człowiekiem jej nie zauważa. Doszliśmy do barwinkowej góry i skręciliśmy w prawo by pokręcić się jeszcze wśród łęgowych kwiatów. Czeremcha i agrest wypuściły już młode liście. W świetlistym bezlistnym jeszcze lesie w zasadzie było bezwietrznie z czego pełnią życia korzystały cytrynki. Chwilę powylegiwaliśmy się do słońca na jakimś pniu i zawróciliśmy w stronę stawów...
Marcin
...Wracaliśmy idąc brzegiem dużego stawu przy trzcinach. Po zimie wypłynęło na powierzchnię kilka zdechłych karpi. Pojedyńcze ropuchy szykowały się do złożenia skrzeku. Na trzcinach przy brzegu było sporo błotniarek. Gdzieś na powalonych źdżbłach wypatrzyłem rzęsielnicę wodną próbującą wzbić się z powierzchni wody w powietrze. Błotniak stawowy w dalszym ciągu ze spokojem patrolował łąki po drugiej stronie stawu. Szczaw koński wypuścił już zielone liście. Pośród zeschniętych trzcin zobaczyliśmy jeszcze jednego potrzosa i już dochodziliźmy do kwitnącej kępy łoz i ozimin...
Marcin
...Przy łozach jeszcze tylko ujęcie na żółte bazie i trzmiela, widok z oziminy na stawy i już jesteśmy u podnóża pagórków po drugiej stronie drogi. Myszołowy uroczo kwilą i wykonują podniebne akrobacje. Na łące wypatrzyliśmy pawie oczko wlatującego do niewielkiej jamy w ziemi. Podchodzimy i okazuje się, że siedzi tam około dziesięciu motyli. Ten który właśnie przyleciał trzepocze skrzydłami jakby próbował rozgrzać pozostałe. Może to jakiś sposób na przetrwanie chłodnych okresów. Przy lasku pod miedzą spotkaliśmy jeszcze śpiewającego pierwiosnka. Zazwyczaj jest bardziej płochliwy, ale ten dał się nawet sfotografować w kilku ujęciach. Ewa na nogawce znalazła pierwszego kleszcza - niestety nie był to dla niego szczęśliwy dzień, a taka piękna była pogoda.
Marcin
jak się czyta i ogląda to czuć ten sielski spokój, chociaż to przecież tak blisko drogi...
(a Marcin mógłby spokojnie przygotowywać teksty dyktand do szkół)
Skrzypy
Sobota minęła pod znakiem przelotnych majowych deszczy i słońca. Przed wieczorem wybraliśmy się nad wodę, by popatrzyć na zieleniejące buki, kwitnące kaczeńce i skrzypy. Woda w szuwarach kipiała setkami tysięcy kijanek. Po wodzie ślizgały się pojedyńcze nartniki. Od zachodu niebo nabrało stalowych barw i powoli zbliżała się burza.
Marcin
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)