Śnieg
Ciepły wieczór i blask wschodu księżyca nad jodłowym lasem nie wróżyły tego, co się miało stać. Jeszcze o świcie księżyc jaśniej rozświetlał okolicę niż słońce, które teraz wychodzi zza góry dopiero przed trzynastą, by po dwóch godzinach zniknąć za kolejną górą. Jaśniej zrobiło się jednak głownie dzięki temu, że spadł śnieg. Trzymał lekki mróz. Szykował mi się mały wywóz, a kierowca nie znał drogi, więc wskoczyłem mu do kabiny i z wolna ruszyliśmy stokówką na skład. Łania obgryzająca pędy przy drodze zdawała się bardziej zaskoczona śniegiem niż przejeżdżającymi obok nami. Załadunek poszedł sprawnie i nawet chwila znalazła się by pochodzić po najdalszych rubieżach leśnictwie. Na północy ledwie poprószyło, a słońce szybko topiło śnieg. Doświetlony zacząłem z wolna wracać ku zachmurzonym górom na południu, ku zimie. Bukowe drewno szybko zajęło się ogniem dając miłe ciepło. Do końca zimy już tylko cztery miesiące.


Odpowiedz z cytatem