...Od wschodu niebo zaszło chmurami, ale teraz słońce wyszło zza chmur na zachodzie. Na stromej skarpie porośniętej grądowym lasem z lipą, paklonem, grabem, dębem szypułkowym, bukiem oraz sporadycznie całą resztą gatunków dało się nawet coś pobotanizować. Śniegu na południowym stoku mało i widać było sporo rozet liściowych sałatnicy leśnej, przylaszczek i kopytników. No ale celem był lodospad. Jeszcze tylko powalona wierzba do sforsowania i już byliśmy pod lodospadem. Składa się on z dwóch kaskad - dolna łagodniejsza - około pięć metrów przewyższenia i górna, która spada po kamiennym progu pionowo - około trzech metrów. Kilka minut na podziwianie i czas wracać. Znów wzdłuż rzeki tyle tylko, że teraz w dół biegu. W miejscu, gdzie wpada potok odbiliśmy przy niewielkich skałkach w górę wąską ścieżką przez trawiasty sosnowo-świerkowy lasek. Znów byliśmy na polnej drodze, którą zaczęliśmy wycieczkę. W głogowo-tarninowych zaroślach wypatrzyłem zielony liść dzikiej róży oraz owocostan traganka. Przed nami podlatywało stadko gilów i sikora uboga. Nawet dzwoniec dał się uwiecznić na fotografii, ale tylko z daleka. Nad połoninami się zachmurało i ledwo co je było widać, ale za to zapowiadał się dość kolorowy zachód słońca.


Odpowiedz z cytatem