...Podjeżdżamy do miejsca, gdzie odbija polna droga do brodu. Powyżej brodu widać dwa łabędzie nieme i jakieś kaczki. Poniżej w oparach majaczy stadko krzyżówek. Zasłonięci przez oszronione badyle zakradliśmy się do brzegu. Łabędzie urządzały sobie kapiel w promieniach porannego słońca. Obok nich pływało stado gągołów. Wchodzę w gumofilach do wody brodem. Ptaki nie reagują. Kilka metrów ode mnie zaraz przy tafli lodu na sekundę głowę z wody wystawił perkozek, ale tak, że ledwie go zdążyłem zauważyć. Schował się pod wodą i po minucie pojawił przy drugim brzegu. Łabędzie w całej okazałości prezentowały swoje wszystkie wdzięki. Krople wody niczym sznury pereł spływały po białych piórach. Poszliśmy przy rzece w dół w stronę krzyżówek. Zerwała się czapla, a za nią poleciały krzyżówki. Wylądowały pięćdziesiat metrów niżej na rzece. Wracając skupiliśmy się na perkozkach. Małe to to i trudno je zobaczyć, bo zazwyczaj tylko na chwilę głowę samą wystawia z wody. W nogi już się zimno zaczęło robić, ale warto było czekać. Znów parka. Po drodze do auta minęliśmy jeszcze sporą kępę oszronionych chabrów...


Odpowiedz z cytatem