Sedum maximum
Sedum maximum
Marcin
Litości!
WUKA
www.wukowiersze.pl
Rozchodnik wielki (by wujek google)
:D
Przy okazji się pilnie dokształcam.
Wodospad wiosenny
Zaraz po powrocie z nadrzecznego spaceru z psem wsiadłem w mój leciwy pojazd i wdrapałem w górę nad miasto. Zaparkowałem obok kurnika i ruszyłem w promieniach późnopopołudniowego słońca ku wodospadowi, a może bardziej by odnaleść gęsiówki piaskowe, które kiedyś pomyliłem z sałatnicą leśną. Grunt odtajał już po zimie i dopasowywał się do obuwia, więc dla uniknięcia tej samej drogi postanowiłem wziąść wodospad tym razem od góry. Stara leśna ścieżka/dróżka wiodła zaraz nad załamaniem zbocza opadającego stromo do rzeki. Na drzewach nowe niebieskie paski urządzeniowców świeciły niczym przysłowiowe psie międzynożne wahadło. Wśród brynatnych liści w ściółce i zielonych mchów rozkwitały pierwsze przylaszczki kolorami od fioletu po błękit. Miejscami po ziemi płożyły się czerwone pędy wilczomleczy migdałolistnych. Przy świeżo zrobionej dylowance na szlaku zrywkowym skreciłem w prawo, w dół ku wodospadom. Roztopowe wody nawet nadały mu głosu i chyba tylko po ulewnej burzy wygląda ów wodospad poważniej. Powoli stromą skarpą porośnietą bluszczem schodziłem od drzewa do drzewa w dół. Jedynie przy co okazalszych kępach przylaszczek zatrzymując się...
Marcin
...Późnopopołudniowe chwile jednak szybko płyną. Słońce powoli skrywają ciągnące od zachodu chmury. Jeszcze kilka przylaszczek i przebiśniegi. Powoli wzdłuż rzeki kieruję się do samochodu. Jeszcze tylko obrywy skalne i ścieżką przez sosnowo-świerkowy zagajnik kieruję się do drogi. Słońce zaszło zanim dotarłem do auta. Fenowy wiatr tłumił wszystkie odgłosy cywilizacji.
Marcin
Marcin klimatyczne fotki świadczące, że wiosna jest tuż tuż ...
pozdrawiam
Marek
Pinetum rabianicum
Życie człowieka jest przykre niczym los rabskich sosen. Przychodzi taki czas, że każda góra osuwa się w dół, by powoli przestawać być górą. Wtedy niesione wiatrem przylatują nasiona sosen by tchnąć zielone życie w szare rumowisko skalne. Ich życie początkowo jest intensywne, by po stuleciu, po dwóch kończyć się katuszami. A to jodełka ocieni, a to buczek przerośnie koronę. Niektóre sosny kończą żywot burzliwie łamane wiatrem, bądź ogławiane okiścią, ich męki kończą się nagle i bezboleśnie. Drwale się tam nie zapuszczają bo nie ma po co.
Pierwsze wiosenne niedzielne południe zachęca do spacerów. Z zachodu i południa Europy przylatuje pliszka górska, by swym kolorem ożywić szare koryto potoku i eternitowy dach walącej się szopy. Nie ma wyjścia trzeba się wdrapać na którąś z okolicznych górek. Stromym, wąziutkim szlakiem, który niegdyś służył koniom wspinam się do góry. Teraz pięknie zarósł mchami i widłakami. Gdzieniegdzie można natrafic jeszcze na kilkudziesięcioletnie zabliźnione już rany zadane puszczy w postaci murszejacych stosów jodłowych wałków. Gdzieindziej widać, że puszcza się odradza. Przez plątaninę powalonych osik ciężko się przedrzeć. Z ziemi do słońca rozwijają się filetowe pędy żywców gruczołowatych. Wyżej i bardziej od północy leży jeszcze sporo śniegu. Szum fenu przeginającego korony drzew zakłóca myśli w głowie. Człowiek zapomina o świecie, o dolinach, o drogach, o wioskach i inszych miasteczkach. Jest tylko las, las porastający dawne osuwisko i rozświetlone mszyste runo. Wreszcie pojawiają się pierwsze zwalone sosny. Do grzbietu już tylko kilka kroków. Spękana pomarańczowo-różowa kora kryje pod spodem skręcone drewno. Obumierające, powyginane wiatrem sosny giną pośród gęstwiny buków i jodeł wdzierających się od dołu w korony...
Ostatnio edytowane przez marcins ; 02-04-2010 o 22:43
Marcin
...Każda góra kiedyś się kończy, więc trzeba było zawracać. W lukach pomiędzy drzewami otwierały się widoczki na okoliczne górki. Południwym stokiem złaziłem na dół. Miejscami zamiast runa i sciółki były same kamienie. Dopiero gdzieś tak od połowy góry las zrobił się dorodny i jodłowy z pojedyńczymi jaworami i bukami oraz wielkimi kępami mchu. Im niżej tym fen był słabszy, a świadomość powoli wracała do cywilizacji niczym ze snu.
Marcin
Horodysko
W trakcie trwającej ćwierćwiecze ontogenezy człowiek dostrzega, że bezkresne puszcze z dzieciństwa są w rzeczywistości tylko zagajnikami, że pradawny dąb, pod którym rosły olbrzymie purchawki jest tylko zwykłym drzewem, które ktoś kiedyś zetnie, by wrzucić do pieca. Dostrzega, że sam staje się skończony w czasie i przestrzeni.
Niedzielny słoneczny ranek kusi do wyjścia z domu kępami niebieskich przylaszczek. Omszony czerep rogacza przypomina o losie, który czeka każde żywe stworzenie. To znak, że trzeba ruszyć w poszukiwaniu mitycznej puszczy z dzieciństwa do Horodyska - najbardziej tajemniczego lasu w okolicy. Przechodzę przez trawiaste pagórki rozkwitające pierwszymi stokrotkami. Nad zielonymi oziminami i czarną wodą stawów z oddali bieleją brzozy kryjące wnętrze puszczy. Powoli groblą pomiędzy stawami idę w kierunku lasu. Słońce co chwila niknie za szarymi chmurami. Na stawach pustki - para łabędzi pływa w trzcinach, kilka krzyżówek na środku oraz jedna spłoszona czapla siwa. Leśną dróżką przez łęg i niewielki pagórek dochodzę do polany, z której wypływa pierwszy potok Horodyska. Pod wielkim guzowatym jesionem bieleją przebiśniegi. Delikatnie meandrujacy potok szeroko rozcina stromą skarpę porośniętą grądem. Żywce gruczołowate, złoć żółta, cebulica, anemony i zdrojówka mają już pąki, ale jeszcze nie kwitną. Za to w łęgu przy potoku niebiesko jest od przylaszczek...
Marcin
...Rozcinając szeroko skarpę potok rozlewa się na podmokłej łące z turzycami i sitowiem leśnym, by w końcu w postaci rudawych przecieków wpaść do kanału odprowadzajacego wodę ze stawów do Sanu. Ruszam w lewo popod skarpę w stronę rzeki. Po kilkuset metrach dochodzę do łanów konopałków rosnących pomiędzy podnóżem skarpy, a kanałem. Czarna, wilgotna ziemia zapada się pod nogami. Łany konopałków zmuszają do zwolnienia kroku. Słońce zachodzi za coraz liczniejszymi chmurami. W miejscu, gdzie kanał dochodzi prawie do samej skarpy wyrasta kilka jesionów porośniętych bluszczem, kończą się również konopałki. Jestem tu co roku i wydaje mi się, że śnieżyc przybywa...
Marcin
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)