bmiller napisał :
Tak, tak, pod koniec roku wyszła mapa w wersji bardziej współczesnej. pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem czy jest ten szlak.Wtedy może nie wiedziały, ale teraz już wiedzą. Także Twoje mapy
Jest.
Ale ja nie jestem oportunistą. Mnie tam szlaki nie przeszkadzają.
Buba :
wyjaśnienie tej architektury było prozaiczne - to dawny dom pielgrzymkowy w stanie rozkładu.cos wiecej w tym temacie?? :)
No, to jutro wkraczam do Kanady.
Łączka pnąca się wciąż po górę wyprowadziła mnie do opuszczonego sadu. Kilka śliwek trafiło jako pokarm wspomagający.
Tuż obok obrazek z zamierzchłej przeszłości (fot : konik ciągnący pług - może to już ostatni taki obrazek ?
Dopadam grzbietu który naznaczony jest dziurawą drogą z Borówek. Kawałek drogą i po minięciu kapliczki można wykręcić na szutrową drogę która łagodnym łukiem okala Kanadę.
Siedząc w przydrożnym rowie, można spokojnie uzupełnić płyny .
Oczy wbijają się w falujące pagórki krajobrazu(fot), a tuż obok - znaczy się we fosie- wyjątkowej urody habaź (fot). Nie wiem jak się nazywa, ale piękny jest.
Piękny habaź, piękny landszft, piękny czas.
Moja droga poprowadzi mnie skrajem rozległego lasu na brzegu którego ulokowały się rosłe dęby.
Nie wiedzieć kiedy przyłączył się do mojej podróży szlaczek malowany czasami po pniach drzew. Ale to nie ten z początku, tylko zupełnie inny, taki bardziej w niebieskich kolorach.
Razem, zawsze raźniej.
Wędrowaliśmy sobie razem granicą pomiędzy zapomnianymi domostwami a rozległymi lasami.
Po jakimś czasie, godzinie, albo dwóch (dokładnie nie wiem, bo takie zacofane egzemplarze nie używają techniki), no więc po jakimś czasie mój szlaczek wywinął na prawo.
Ciągnęło go bardziej na południe.
Gdzie poszedł ? Kto go widział ?
Nie wiem.
Bazylo mówił że go spotkał jak śmigał po bieszczadzkich górkach, ale kto go tam wie.
Ja wybrałem leśną drogę wcinającą się błotnistą nawierzchnią wgłąb.(fot)
Droga wkrótce zmieniła się w ścieżkę , aby rozmyć się całkowicie. Gdy już tak błąkałem się nagle wyszedłem na solidną gruntową, prostopadłą drogę, która nijak nie pasowała do tych naniesionych na mapie.
Albo w lewo, albo w prawo.
Wybrałem jedną z wersji i poszedłem tam gdzie droga prowadzi.
A wyprowadziła z lasu na pagórki porośnięte krzakami.
Jeden z tych krzaków się poruszył i wyszedł zza niego człowiek.
Turysto- rzecze - zajdź na chwilę na piwo.
Takim zaproszeniom się nie odmawia. Zaszedłem więc i przysiadłem na schodkach chaty schowanej wśród zieleni.
Pogadaliśmy o świecie i o życiu z człowiekiem którego pierwszy raz na oczy widziałem.
Wszystko co piękne .... ruszyłem dalej w poprzek zgarbowanego krajobrazu poprzecinanego potokami.
Niewielkie te potoki ot tak 1 do 2 m z urwistymi zboczami (też metr albo dwa) nieźle dały mi popalić.
Klnąc pod nosem mruczałem ...diabli nadali mi tą Kanadę,
....a mogłem sobie lekko spacerować wygodnym, szerokim traktem z porączkami prowadzącym na główny szczyt DZIKICH BIESZCZADÓW
p.s. na ostatnim zdjęciu widać że i tutaj tereny są dzielone na poszczególne księstwa
Wybacz don Enrico, ale ja również nie mogę się powstrzymać.
Może spodoba Ci się nazwa cudnego habazia, która jak dla mnie całkiem pasuje do pługa, konika, historii wplecionej w krajobraz - a jest to krwawnica pospolita.
postaram się zapamiętać.dziękikrwawnica pospolita.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)