Nie wiedzieć kiedy przyłączył się do mojej podróży szlaczek malowany czasami po pniach drzew. Ale to nie ten z początku, tylko zupełnie inny, taki bardziej w niebieskich kolorach.
Razem, zawsze raźniej.
Wędrowaliśmy sobie razem granicą pomiędzy zapomnianymi domostwami a rozległymi lasami.
Po jakimś czasie, godzinie, albo dwóch (dokładnie nie wiem, bo takie zacofane egzemplarze nie używają techniki), no więc po jakimś czasie mój szlaczek wywinął na prawo.
Ciągnęło go bardziej na południe.
Gdzie poszedł ? Kto go widział ?
Nie wiem.
Bazylo mówił że go spotkał jak śmigał po bieszczadzkich górkach, ale kto go tam wie.
Ja wybrałem leśną drogę wcinającą się błotnistą nawierzchnią wgłąb.(fot)
Droga wkrótce zmieniła się w ścieżkę , aby rozmyć się całkowicie. Gdy już tak błąkałem się nagle wyszedłem na solidną gruntową, prostopadłą drogę, która nijak nie pasowała do tych naniesionych na mapie.
Albo w lewo, albo w prawo.
Wybrałem jedną z wersji i poszedłem tam gdzie droga prowadzi.
A wyprowadziła z lasu na pagórki porośnięte krzakami.
Jeden z tych krzaków się poruszył i wyszedł zza niego człowiek.
Turysto- rzecze - zajdź na chwilę na piwo.
Takim zaproszeniom się nie odmawia. Zaszedłem więc i przysiadłem na schodkach chaty schowanej wśród zieleni.
Pogadaliśmy o świecie i o życiu z człowiekiem którego pierwszy raz na oczy widziałem.
Wszystko co piękne .... ruszyłem dalej w poprzek zgarbowanego krajobrazu poprzecinanego potokami.
Niewielkie te potoki ot tak 1 do 2 m z urwistymi zboczami (też metr albo dwa) nieźle dały mi popalić.
Klnąc pod nosem mruczałem ...diabli nadali mi tą Kanadę,
....a mogłem sobie lekko spacerować wygodnym, szerokim traktem z porączkami prowadzącym na główny szczyt DZIKICH BIESZCZADÓW
p.s. na ostatnim zdjęciu widać że i tutaj tereny są dzielone na poszczególne księstwa


Odpowiedz z cytatem