30.12.09 Dzień czwarty. Jedziemy do Nasicznego i wspinamy się na Dwernik Kamień. Mijamy bieszczadzkie monstrum obładowane drewnem. Idzie się przyjemnie, wokół pusto (znaczy drzewa jeszcze są, ale wyniosło turystów) i biało, jedynie piły słychać w oddali. Na szczycie wieje i nie ma pełnych widoków, ale panorama okolicy też robi wrażenie. Schodzimy tę samą trasą. Jadąc do domu zatrzymujemy się na mało co nieco w Karczmie Chacie Wędrowca w Wetlinie. Ktoś mi pożałował schabowego, skończyło się na ruskich, ale ja sobie zapamiętam tę krzywdę.
31.12.09 Dzień piąty. Przygotowania sylwestrowe: siekanie, pieczenie, smażenie chrustu, dmuchanie balonów i inne podobne. Małą grupką postanawiamy jednak zrobić mały spacer. Podjeżdżamy do Komańczy, oglądamy postępy prac przy odbudowie spalonej cerkwi (dobrze znanej na forum) i ruszamy ścieżką dydaktyczną, która szybko nam się gubi, a ponieważ mgła jak mleko, schodzimy i do domu. Jest nas coraz więcej, przyjeżdżają znajomi znajomych z Łańcuta, w kuchni tłok. A ja dostałam w przydziale kanapeczki koreczki, zejdzie się do północy. Nie jest źle, baby smarują, chłopi kroją, serce rośnie i stos kanapek również. Ustaliliśmy początek imprezy na godz. 20. Wszyscy znikają w pokojach na przebieranki. Po chwili w korytarzu pojawiają się diabły, diablice, straszydła oraz inne nieco milsze stwory. Czy można się nudzić w takim towarzystwie?![]()


Odpowiedz z cytatem