01.12.09 Dzień szósty. Odpalają szampany i petardy zakłócając nocną ciszę. Każdy z każdym czule się ściska. Pełni sił i energii wyruszamy na Bazę. I dobrze zrobiliśmy bo tam towarzystwo jakieś takie oklapnięte siedziało, więc daliśmy czadu, mówiąc ogólnie. Spacerek powrotny wszystkim dobrze zrobił, nie wiem jak inni, ale ja powędrowałam prosto do łóżka. Noc krótką była. Ale zabawa dalej trwa przenosimy się na szlak. Trasa jest całkiem miła i łatwa, potoczek bułka z masłem i jeszcze kirkut odwiedziliśmy z zachowanymi macewami.
02.12.09 Dzień siódmy. I wiadomo co. Powrót do domu. Ciężko na sercu. A widoki jak na złość, wyjątkowo ładne. Co prawda drogi białe, powoli się jedzie, ale jeszcze można się pożegnać z górkami. Wszyscy wpadli na ten sam pomysł powrotu sobotniego, więc za chwilę jedziemy w pociągu o kierunku północnym. Pomachujemy do znanego wszystkim pomnika w Rzeszowie, o dość wdzięcznej nazwie. Łapiemy gorące psy na stacji, w radyjku lista przebojów z dziesięciolecia i tak się schodzi do samego domu.


. Spacerek powrotny wszystkim dobrze zrobił, nie wiem jak inni, ale ja powędrowałam prosto do łóżka. Noc krótką była. Ale zabawa dalej trwa przenosimy się na szlak. Trasa jest całkiem miła i łatwa, potoczek bułka z masłem i jeszcze kirkut odwiedziliśmy z zachowanymi macewami.
Odpowiedz z cytatem