Gdy sie analizuje tzw gminne strategie rozwoju, to można zauważyć w niemal 100 % wishfull thinking. To czasem wygląda jak bajdurzenie uchlanych jegomości. 'A może to dodać? A może kosmodrom zbudujemy?', 'A szwagier mowił, że ma za waską drogę, to mu poszerzymy', ' A PAN XY chce mieć basen, to mu zbudujemy'. Powstają plany-potworki. Nic nie mają wspólnego z sensem, gospodarnością, jakimś konkretnym kierunkiem rozwoju. Przykładem jest choćby rzeczona droga z tego wątku. W biedniutkim regionie wydać miliony dla zaoszczędzenia 10 km jazdy dla nielicznych mieszkańców. Wiem, że zaraz się poobrażają na mnie. Lecz co da wpompowanie tej kasy akurat tam? Dokładnie nic. To nie jest jakiś szczególnie ważny ciąg komunikacyjny. Taką rolę spełnia mała obwodnica. Teleśnica nie rwie się na wschód. Po co przekraczać drogą drogą naturalny dział? Na tej zasadzie można połączyć każdą wieś z każdą. Tylko, że na takie drogi trza zarobić - odkurzyć, odśnieżyć, połatać. To kosztuje, a jaki jest rzeczywisty efekt ekonomiczny ich budowy? U 'nas' powiat nie puścił knota pt modernizacja drogi pod kątem transportu dla ciężkich pojazdów z pewnego kamieniołomu. Wielomilionowe nakłady na przebudowę drogi nigdy by się nie zwróciły z opłaty kopalnianej. Zwyciężył racjonalizm. Daszówka i Czarna są włączone do krajowej sieci drogowej - bez szaleństw z bajerowaniem 5-rzędnych dróżek;>
Pozdrawiam,
Derty