orbitujemy dalej
W okolicach Kątów spotykam pierwszego dziś ludka , którego wygnało z domu i teraz z kijami przebija się przez śniegi jak ja... W zasadzie nie zamieniliśmy żadnego zdania, a mimo to czuję jakbym spotkał się z kimś Kogo znam, krótka wymiana uśmiechów, w oczach doskonale widac co nam w duszy gra, więc słowa były chyba zbędne...mijamy się na szlaku, oczami życząc sobie nieustającej pogody ducha i podróż trwa... Spokój.. o to co teraz czuję... żadna zbędna myśl przeze mnie nie teraz nie płynie.. w śniegu odcisnęło się w tym spotkaniu wszystko co jest w danej chwili potrzebne, i nic więcej.. ślady butów i kijków...
...Daleka 14... Mój ulubiony adres w Porażu.. przysiadam na chwilę żeby odpocząć, jak ta sowa na kominie. W małym sadzie pod starymi i wpół-zdziczałymi jabłonkami przycupnął pod śniegiem jakiś złom*, niewiele się ostało z karoserii ale dalej nęci oko kształtami, już takich aut nie robią.. a szkoda.. bo coś co tak mocno wplata się w nasze życia powinno mieć choć kawałek duszy... Zwijam się z ociąganiem, mam dwie możliwości, zejść do wsi i ładować się na Dział, albo uderzyć w stronę Zamku Gubrynowiczów i dalej to już jedna górka i jestem w domu... Rozglądam się szukając pomocy w decyzji, i decyduje się iść pod wiatr.
Docieram do drogi, w chwili gdy wchodze na asfalt odzywają się w lesie Gawrony... uśmiecham się na myśl że mnie rozumieją i biorę to za zachętę , żeby szybko z niego zejść.. przyspieszam kroku i po chwili miarowego stukania odbijam w rów, żeby przeprawić się przez domarzający potoczek i staję pod słońce przy ostatnim zamku wybudowanym za ziemiach polskich.. miano to zyskuje chyba tylko dzięki wieży z blankami i nieco grubszym murom...
W powietrzu unosi się zapach gotowanego obiadu, co przypomina mi że tuż za górką czeka na mnie domowe jedzonko... ruszam więc przed siebie uradowany bliskością domu, bo zaczynam już być zmęczony całodzienną wędrówką... Byle na Suszków... cała Góra to jedna wielkie złoże... nie bez kozery główna ulica to Kopalniana, wolałbym żeby to była Zdrojowa, bo pomimo głębinowych studni, każdy w mieszkańców w okolicy ma w kranie wodę o zapachu i smaku nafty... Wchodząc z lasu mam widok na Klasztor w Zagórzu, Cerkiew w Wielopolu, Łysą Górę i Gruszkę... Jeszcze tylko kilkaset metrów... wędruję spojrzeniem za dymem z komina, dobry znak.. pali się w kominku... pies mnie wyczuł i wita z daleka szczekaniem... Dom :)
*zdjęcie z wiosny


Odpowiedz z cytatem