Od zawsze w górach pijam wodę ze strumienia i żyję, na kij komuś jakieś filtry :)
Od zawsze w górach pijam wodę ze strumienia i żyję, na kij komuś jakieś filtry :)
Bezpieczniej byłoby, gdybyś stosował tabletki dezynfekujące:
http://www.e-biwak.pl/katadyn-o_p_101_1.html
Miałbyś szanse pożyć dłużej.
Tabletki stanowczo odradzam, chyba ze ktoś jedzie do indii. Zbyt walą po wątrobie. Sporo się naczytałem na temat filtracji i uzdatniania. Są dostępne "kubki filtracyjne" które oczyszczają wodę z syfu grubego. Najskuteczniejsze filtry to takie z wkładem ceramicznym, które oczyszczają z syfu mechanicznego, oraz bakterii. Te lepsze tępią też wirusy. Dobry filtr to koszt paru tysięcy, ale jest nie tylko skuteczny, jest bardziej żywotny.
Wobec filtrów poszedłbym za radą Browara, aby pragnienie gasić piwem. Przyjemnie tak, skutecznie, bezpiecznie. Tak swoją drogą, jak chodzę po biesach już szmat czasu, to strułem się tylko raz, jak napiłem się z potoka w którym leżała sarna. I jak widać żyję. Tak więc pytanie o filtry ok, ale nie koniecznie na warunki bieszczadzkie. No chyba ze ktoś z niemowlęciem, albo osobą wrażliwszą.
Uwielbiam smak wody z bieszczadzkiego potoka....
https://bieszczady.guide- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!
Wydaje mi się, że picie wody bezpośrednio ze stumienia jest dosyć niebezpieczne chyba, że ktoś lubi posiedzieć w krzaczkach z papierem i nadzieją, że go nie braknie
Filtry do wody (nie mam jeszcze takiego) z uwagi na niewielkie gabaryty i ciężar są praktyczne i chyba łatwiejsze w użyciu niż survivalowe wynalazki.
A to zależy z jakiego strumienia będziesz tę wodę pić. Jeśli z takiego poniżej ludzkich osad, to krzaki z papierem to wersja optymistyczna, ale jeśli z takiego co to właśnie wypływa z ziemi-to masz wodę źródlaną. Ja też piję prosto z potoków wode, ale i piję prosto z kranu codziennie ponad litr, więc może jestem odporna?![]()
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Miałem kiedyś do czynienia z takim źródełkiem, zapach tej wody, która z niego wypływała nie zachęcał do jej spożycia.
Ja mam trochę słabszy żołądek, dlatego potrzebuje czegoś do uzdatniania wody i lżejszego niż dodatkowe -2 czy 3 litry w butelce- a "garem czy miednicą" (jak napisał Doczu - pozdro.) dysponuje tylko w domu, bo przecież nikt ze sobą nie zabiera takiego ekwipunku w góry - chyba, że ma tragarza![]()
najskuteczniejszym sposobem filtracji wody jest przepuszczenie jej przez węgiel aktywny. mozna kupic takie wkłady i zrobic małe porcje. potem oczywiście woda musi byc potem przegotowana ! ! !
ale jak na razie w Bieszczadach nie ma problemu z odpowiednio czystą wodą, żeby robic aż takie cuda. przeważnie wystarczy przepuscic przez szmatę i przegotowac. mówię oczywiście o wodzie ze źródełek i strumyków.
są dostępne również takie tabletki do oczyszczania wody na zasadzie chlorowania, ale to w bardzo ekstremalnych przypadkach, bo potem takie "coś" jest obrzydliwe.
dezynfekująco na wodę działa również nadmanganian potasu. dodajesz bardzo, bardzo mało, tak żeby zmiana koloru była ledwie zauważalna.
Oczywiscie picie wody uzdatnianej "chemicznie" może miec różne następstwa dla osób z wrażliwym żołądkiem. dlatego żeby zniszczyc zanieczyszczenia biologiczne najlepszym sposobem jest przegotowanie przefiltrowanej wody, a nie takie kombinacje. wysoka temperatura rozkłada również wiele zanieczyszczeń chemicznych organicznych, niektóre chemiczne nieorganiczne, a także gazy np. siarkowodór (woda śmierdzi zgnitymi jajami) który jest dosyc popularnym gazem rozpuszczonym w źródlanej wodzie - na terenie Bieszczadów oczywiście
Pamiętaj, że nawet najlepszy filtr usuwa zanieczyszczenia mechaniczne takie jak muł, piasek, zwierzątka. Ale nie usuwa bakterii, wirusów, drobnoustrojów typu pantofelki, jaja pasożytów, produktów gnicia roślin i zwierząt etc etc.
dlatego tak ważne jest przegotowanie.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)