Wydaje mi się że tak. Biorąc sprawę przez pryzmat mojej wiedzy... opiekunowie chaty to ludzie z olejem w głowie. Było to lądowisko oprócz tego że drewniana chatka na łące, więc i inne zalecenia co do bezpieczeństwa były realizowane. np. basen przeciwpożarowy niedaleko, zestaw kilku sporych gaśnic na wypadek różnych źródeł ognia, sprzęt p.poż. Woda sprawdzona i kontrolowana. Wentylacja ok, jak i elektryka zabezpieczona. Środki łączności radiowej i telefonicznej na miejscu. Kuchenka gazowa sprawna i zadbana,Dojazd utrudniony, ale to akurat nie podlega głębszej dyskusji. Kominiarz odebrał, pojawiły się problemy z piecem i kominem, miał być wyremontowany i uszczelniony przy lepszej pogodzie, nie zdążono... czy zbagatelizowano? Nie wiem.. myślę że niewiele schronisk górskich było tak dobrze przygotowane... to jest moje zdanie, tym bardziej że często gdy Gospodyni wyjeżdżała , chata była oddawana w ręce ludzi z wykształceniem medycznym, czego można by chcieć więcej... może żeby inne schroniska dzięki takim sytuacjom wyciągały wnioski i działały w tym kierunku ;-) ..tyle ode mnie.. nie czuję się w 100% jako strona , ale coś tam wiem... Pozdrawiam bywalców...
PS. Nie chcę wychwalać... i pieścić.. bo przecież finał był taki że się spaliło...ale starałem się patrzeć na to co bym zmienił.. i chyba tylko przyspieszył ten remont pieca...i wyciął otwory na głowę we framugach dla wysokich...;p


Odpowiedz z cytatem