Slav - informacja o tym że wejście do obiektów tylko z przewodnikiem wisi już przy kasach i jest powtórzona kilka jak nie kilkanaście razy wiec nie wiem skąd zdziwienie obecnością kłódek. Poza tym ta "straszliwa przykrość" dla zwiedzających i "obelżywa pazerność" włodarzy skansenu, jak raczysz to obrazować, miała miejsce na długo przed wybudowaniem rynku i nie bez powodu. Czy dasz wiarę że choćby w ciągu ostatniego roku i mimo obecności przewodnika ktoś rąbnął dwa ostatnie kałamarze z budynku szkoły? Na co ja się zapytuję? Żeby wystawić na Alle za złotówkę? Wrzucić do szafy jako kolejną pamiątkę z Bieszczaduf? I to nie jedyne "zaginione" eksponaty. Może nie jakoś specjalnie cenne ale zdecydowanie ciężkie do odtworzenia/odzyskania. W związku z tym tam nie tylko powinny być kłódki ale wszystko co nie jest przyspawane lub przybite do podłoża winno być znakowane elektronicznie a także przydałaby się drobiazgowa kontrola lotniskowa na wyjściu i pręgierz albo dyby dla przygłupów z lepkimi paluszkami. Ja tam jeżdżę żeby zobaczyć a nie tylko posłuchać że było ale jakiś kretyn rąbnął
Odwiedzając sanocki skansen zawsze biorę przewodnika i nie tylko dlatego że wprowadza do budynków. Nie wszystko da się umieścić na tablicach informacyjnych a jest mnóstwo smaczków i ciekawostek które łatwo przeoczyć. Na przykład dlaczego u aptekarza nad ladą wisi krokodyl albo jak wygląda lokówka do pejsów. Fakt że każdy przewodnik opowiada inaczej i ma własne kolorowe historie jest również nie do przecenienia a przy okazji dowiesz się również na co warto zwrócić uwagę także w ogólnodostępnych pomieszczeniach których ścieżka przewodnicza nie obejmuje. Także bez przesady, te 5 dych za grubo ponad 2h oprowadzania i opowieści to nie taki majątek, idąc przykładowo w 2 rodziny już masz połowę tego a naprawdę warto.


Odpowiedz z cytatem
