Zobacz wyniki ankiety: ...którędy powędrujemy?

Głosujących
21. Nie możesz głosować w tej sondzie
  • ...deszcz na Gawrze, czyli jak to się wszystko zaczęło

    8 38.10%
  • ...przygód kilka z Alojzym Mizio

    2 9.52%
  • ...''co robią te Szkopy na drzewie?''

    11 52.38%
Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2
Pokaż wyniki od 11 do 19 z 19

Wątek: Opowiadanie interaktywne ;)

  1. #11
    Bieszczadnik Awatar katarzynowosc
    Na forum od
    11.2006
    Rodem z
    Gorce; czasem Kraków
    Postów
    160

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    No tak. A widok ze skrótu, prawda, wart piwa i zachwytu :)
    Jakaś i moja odsłona:
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    "- и мне не спится..."

    Pozdrawia ciepło - czwarta zmiana, ciemna i toperzowa... Zmrocznik chmielowiec... Unikatia... Pieron niemedialny :mrgreen: :wink:

  2. #12
    Literat Roku 2013

    Awatar trzykropkiinicwiecej
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Nigdziebądź nad Osławą
    Postów
    1,841

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    ...Skąd u ludzi to ciągłe zamiłowanie do otwierania tej puszki na nowo, czyż nie powiedziane jest że zawiera wiele nieszczęść? Jednak ciągnie homosapiens do nieznanego... nic to.. Ładny mi posag dostała Pandora... Albo Pandoriusz.. bo temu w udziale przypadło sprzątanie piwnicy pod schroniskiem.. i nie tyle co puszka.. a Beczka Pandoriusza... Po kolei...
    Otwierając nieznane przeniśliśmy się w czasie...(ale na dnie nadzieja!) Minął conajmniej rok od chwili gdy bohaterowie wpadli na pomysł małej manipulacji i prób transmutacji capa w barana. Na skutek losu co się pałętał po okolicy , (a wielce znudzony był i broił sporo, ponoć do dziś się tak pałęta i zwykle zagląda jesienią) Kowboj wraz z Towarzyszką serca Tysią (od zamiłowania do jednego z napojów niskoprocentowych i miasta w woj. Śląskim) przenieśli się nieco na południowy wschód. W chacie rządy objął Pandoriusz. Tak Go jakoś tknęło żeby posprzątać w piwnicy pod schroniskiem, a nóż pokrywka coś znajdzie przydatnego... Kopał tak dniami i nocami, mijając po drodze zwały puszek, butelek, puszek, puszek , worków foliowych, puszek, kamieni, puszek po konserwie tyrolskiej, butelek, puszek po konserwie turystycznej, puszek, pająków dzikich i straszliwych, podobno nawet same drapieżne Meta Menardi* szczerzyły ku niemu swoje niebezpieczne szczękoczułki..słowem dzikie rejony, niezbadane jeszcze przez tego człowieka... po wieli godzinach zmagania się z samym sobą... odpoczął. Wielce nużące jest grzebanie w historii, a jeszcze w historii tylu pokoleń gospodarzy i turystów przewijających się przez chałupkę, to już zwłaszcza. U kresu sił i piwnicy, tak się akurat na siebie nałożyły te dwie sprawy, że akurat w tym momencie jak mu sie odechciało - wyrósł beton fundamentów po przeciwnej stronie.. Nie może być żeby w takiej piwnicy większych skarbów nie bylo, już ci zaczyna kopać w gruncie, kiedy pomyślał że przesunąć się wzdłuż fundamentu to też myśl. I kopać nie trzeba.. Trawersując zderzył się z czymś dużym i zamkniętym na cztery spusty. Patrzy z jednej.. patrzy z drugiej... Skarb... tylko czemu chlupocze jak się przechyli? Skarb w płynie? Tego było by już za wiele... dobiera się i próbuje uchylić wieko tajemniczej beczki, szarpie , drze, zapiera się o klepisko, i o sufit bo nisko. Nic, ni drgnie... Nagła iluminacja (patrz snop światła czołowki padł na podłogę) i bierze kawałek puszki po konserwie by podważyć wieko.. ciągnie.. co sił ..(a chłop tęgi) ...zęby na wierzchu.. nie puszcza... jeszcze....yyyyyyyyyyy stęka i sapie...
    Puuuuu.... puściłoooo..... nachyla się nasz bohater nad beczką, nosem zaciąga... a tu jak nie walnie smrodem... odór taki że skręca włosy w nosie w przeciwnych kierunkach niż natura im każe, brwi się marszczą i czoło, oczy łzawią... - Ja PIER...OOOOOOOOLE Pupl... zakapslował beczke i krzyczy : - SSSSSPIEEEERRR......LAMY!
    Jak droga do beczki zajęła mu co najmniej dwie godziny, tak powrót niecałe 8 sekund plus 5 na chwilowy postój związany z przygrzmoceniem łbem o niski sufit. Wyłaniając się po chwili z dziury w podłodze pod schodami krzyczy
    - Uciekamy panowie ... zaraz tu dojdzie...!
    - ale co , co tam jest, co sie stało?!
    - otwieraj okna i wychodzimy stąd, szybko bo jak poczuje drugi raz to się porzygam !

    Ciekawi Was pewnie co tak daje po nozdrzach?... Pandoriusza również.. dlatego po kilku głębszych wdechach na zewnątrz chaty bierze telefon i dzwoni do Kowboja.
    - Kowboooj... czesć! Musisz tu szybko przyjechać.. znaleźliśmy coś w piwnicy i powinno Cię to zaintereswać ... myślę że jest Twoje...ehe... dawaj i to szybko, musisz coś z tym rozbić, bo ja tam drugi raz nie wejdę!


    ...Tak się jakoś stało że przeniosłem się na południowy wschód razem z Kowbojem i Tysią, ileż można siedzieć w jednym miejscu? Była już mokra jesień.. W powietrzu unosiły się mgły, wilgoć... wszędzie wilgoć... Trawy zrobiły się brązowe , po łąkach nie dało się chodzić inaczej niż w kaloszach... Po telefonie od Pandoriusza bujaliśmy się drogą w kierunku starego Łupkowa, podskakując na wybojach i krzycząc do siebie bo nijak rozmawiać gdy pod maską ryczy rozpędzony większy silnik od forda, a posadził go ktoś w Uazie. Tak.. Uazie... Nie mógł Los zrobić lepszego prezentu Kowbojowi niż wielki huczący wszędojezdny UAZ... Maluchem potrafił by pewnie wjechać na Giewont, ale to co robił z UAZem ...m i a z g a... nie do opisania.
    Po przybyciu na miejsce, taras okupowali tubylcy, pokrzepiający się czymś z termosu... a miny mieli nad wyraz wesołe... Pierwszy odezwał się nasz odkrywca:
    - cześć, słuchaj Kowboj, tam coś Ci chyba umarło, schowało się do beczki i strasznie śmierdzi... zrób coś z tym.
    - Dobra, czekaj, zaraz to zabiore.
    - Choć mi pomóż bo to niewygodne jest, we dwóch weźmiemy...
    (ja wiedziałem że tak będzie)
    Udało nam się wydostać beczkę z piwnicy... na całe szczęście wywietrzało już nieco i można było spokojnie się poruszać , bez obaw o poparzenie płuc smrodem.
    - mam pomysł, wyniesiemy to za malucha - który z mało sprawnymi kółkami stał teraz przy drodze i ze względu na konkurencję w postaci Uaza marniał w oczach. - i się wyleje na trawe,a beczke schowamy do auta.
    - no dobra, ale co tam jest w środku- i czemu mówiąc się wyleje miał na myśli mnie?
    - pamiętasz tego capa co go opchnęliśmy Niemcom jako baranine?
    - no pamiętam, ale jego turyści zjedli a kości poszły w las z wilkami
    - tak, ale skóre zasypałem solą i zalałem jakimś syfem, żeby się oczyściło, miała być na bęben ale o niej zapominałem i teraz sobie tu pływa i śmierdzi.

    Jak powiedzieli tak zrobili... w życiu tyle nie biegłem na bezdechu co wtedy od malucha do Uaza. Wsiedliśy i ...
    Tu następuje część w której to Wy macie coś do powiedzenia.

  3. #13
    Literat Roku 2013

    Awatar trzykropkiinicwiecej
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Nigdziebądź nad Osławą
    Postów
    1,841

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    ..i jak mawiali starożytni.. I love błoto... UAZ jest tak skonstruowany że też bardzo lubi błoto.. a najbardziej to lubi błoto w koleinach po LKT, a najlepiej to jak jest takie błoto , że w koleinie można się utopić razem z tym Uazem po dach... ale to już nie są koleiny wtedy, wtedy to jest przygoda. Zwłaszcza jak się nie ma wyciągarki z napędem, tylko łańcuchową obsługiwaną ręcznie. A największa przygoda jest jak się tej wyciągarki zapomni. Pojazd miał sprzęgiełko dołączające napęd, w przednim kole takie pokrętełko, które trzeba było czasem przekręcić, i wtedy lepiej jechał.. Zazwyczaj robi to pasażer, i zazwyczaj gdy samochód ugrzęźnie. Po otworzeniu drzwi słychać chlupnięcie, a potem cmokanie gdy pasażer przemieszcza się usiłując odkleić nogę od podłoża, nie zostawiając w nim buta. Potem nurkuje po łokieć w błocku i wraca. Następuje niemalże duchowa metamorfoza, napewno estetyczna, był czysty, już nie jest, miał dobry humor, teraz mu zimno, mokro i niefajnie. Ale wszystko się kiedyś kończy, nawet złe samopoczucie, a najszybciej kończy się właśnie jak poczuje, że to już nie koleiny tylko przygoda. Pożegnawszy się z Pandoriuszem, obiecując rychły powrót w celach integracyjnych, gulnął nasz pasażer przez okno w Uazie (którego nie było, okna znaczy się, nie Uaza) nieco specyfiuku z termosu, zamieliło kołami i ruszyło....pozostawiając kilkumetrowy ślad błota na trawniku przed Schroniskiem.
    - co tam piłeś? - zagadał Kowboj, smutny że to nie on sobie gulnął, bo musi prowadzić.
    - a Absinth, tylo jakiś k..wa słodki i z przyprawami, znowu coś wymyślił.
    - jedziemy na skróty?
    - przez Żubańsk?
    - no...zobaczymy, jeszcze tędy tym Uazem nie jechałem.

    No i się zaczęło.. Pierwszy przejazd przez potok, zaledwie 100m w lini prostej od chaty.. droga nieco rozjechana bieszczadzkimi monstrami, po obfitych jesiennych deszczach... przechył taki że moglibyśmy śmiało mieć jeszcze koła jezdne na bocznych drzwiach, błoto bryzga po szybach, wycieraczki z małym silniczkiem (umieszczonym w miejscu gdzie zwykle w osobówkach jest lusterko wsteczne) nie nadąrzało usuwać swoimi "ogromnymi" łapskami zbierać te kilogramy z szyby...stanął...ryczy.. no to bujamy..
    - ni h..ja , musisz iśc przekręcić sprzęgiełko
    Ot, jak ręką odjął , zwłaszcza moją, ruszyło gładko sunąc w błocku aż z mozołem wydrapał się na wzniesienie za strumieniem.
    Wszelkie konwencje dotyczące tego ,że to właśnie polna droga jest najlepszym przyjacielem Uaza to tylko twierdzenia bez podstaw. Polne drogi są dla małych fiatów... Dwa kroki przed mostem, Kowboj bierze ostry skręt w lewo, by po dwóch sekundach, (podczas których jestem w szoku) zdać sobie sprawę że jedziemy środkiem potoku, i nie w poprzek, tylko wzdłuż. Woda tryska dookoła tak że widać tylko obrysy przypuszczalnej trasy. Tymczasem ze mną zaczyna coś się dziać nie tak...
    Z początku myślałem że to prędkość, bujanie i woda robią takie efekty.. ale po chwili wnętrze Uaza zaczyna nabierać tęczowych barw...
    - a Ty co się tak uśmiechasz? Inni zazwyczaj w tym momencie krzyczą!
    Tymczasem ja nie zdawałem sobie za bardzo sprawy , ani gdzie się znajduję, ani co to jest za pojazd...
    - Bo chyba dostałem bonusa w tym Absyncie i nie wiem gdzie jestem
    - co k...wa?
    - nic... uuuuuuaaaaaaaaaaaaaa... ale czad.... jedź... jedź.. nie przestawaj...
    .
    Czułem się jakbym siedział spokojnie na kanapie..a dookoła mnie odgrywał sie trójwymiarowy film z wirującym wnętrzem UAZA w roli głównej i efektami dźwiękowymi jak z filmów Georga Lucasa. Po kilku minutach skurczyłem się do rozmiarów misia maskotki i zwinięty na fotelu pasażera obserwowałem ten niesamowity spektakl dookoła. Co dziwne, cały czas Kowboj wyglądał tak samo, nachylony nad kierwnicą szczerzył zęby, uradowany jak dziecko zabawką. Pruł przez Żubańsk ne omijając żadnych dziur, co powodowało podskoki na kilka metrów (przynajmniej tak mi się zdawało) Raz nawet tak wybiło nas na jednej kałuży że przeskoczyliśmy górą cerkwisko żeby wylądować znowu na drodze. Jak podejrzewałem , "zupełnie całkiem przypadkowo" trafiła mi się butelka z rozpuszczonymi w Absyncie psylocybami... Dobrze że walnąłem jedynie kilka łyków... bo trzymało mnie w miarę krótko.. Tak mi się zdawało.. ale chyba krótko, bo zajechaliśmy do Woli jak było jeszcze jasno, a bywały przypadki że wycieczka UAZem z Łupkowa do Maniowa zajmowała Kowbojowi 7 godzin. Oprzytomniałem nieco i zdałem sobie sprawę że...

  4. #14
    Literat Roku 2013

    Awatar trzykropkiinicwiecej
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Nigdziebądź nad Osławą
    Postów
    1,841

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    Cytat Zamieszczone przez trzykropkiinicwiecej Zobacz posta
    podobno nawet same drapieżne Meta Menardi* szczerzyły ku niemu swoje niebezpieczne szczękoczułki.
    ..zapomniałem o odnośniku... gwoli jasności... Meta Menardi to najbardziej jadowity pająk w Polsce czyli Sieciarz Jaskiniowy
    I boli jak dziabnie... uwierzcie... mnie dziabło...

  5. #15
    Literat Roku 2013

    Awatar trzykropkiinicwiecej
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Nigdziebądź nad Osławą
    Postów
    1,841

    Domyślnie Pawlat Wierch - na spokojnie...

    A zimą?
    ..."jest cicho. Cisza w zimie jest szklaną kulą, wypełnioną światłem... Trzeba patrzeć na nią z największą ostrożnością, aby jej nie rozbić dotknięciem lub wzrokiem"

    ... "Dlaczego lubię zimę w górach? Bo mi pokazuje życie gór zakute w lód i śniegi, jakby zamrożone dla przyszłości. Kiedy wsłuchuję się w ciszę zimową -a jest to jedyna cisza w której słyszy się bicie własnego serca -myślę o życiu, które z wiosną wzejdzie na nowo...Kiwająca się pod wiatrem gałąź jodły wypełnia mnie nadzieją że las zrzuci śniegi, które go gniotą i z wiosną na polanie buchnie tuman kwiatów i żywicą będzie pachnieć las wabiący wszystko co się obudziło ku miłości. Tak więc (wiem, że) w zimie sunąc na nartach przez martwy świat ..nie jestem sam.., chodzi ze mną wiara, nadzieja i miłość niezawodne przyjaciółki"
    ...tak pisał Krygowski... i trudno czytając Go nie wracać myślami do tego błogiego stanu , kiedy otaczająca nas biel i Góry stapiają się z nami w jedno. Zimą powietrze jakby oddziela się od reszty świata i serwowane jest sote. Przede mną dwa ślady nart Czarnego, które kilkanaście metrów dalej znikają na krawędzi górki. Zjechał już do Maniyłki, a ja specjalnie ociągałem się z tyłu żeby móc chwilę postać i pomarznąć w tym miejscu. To jedna z moich łąk, z widokiem na Kruhłycę. Pamiętam jak w jesieni rozmawiałem w Smoluchowie o tym miejscu z Sir Bazylem, genialne na dom. Uczestnicy RIMBU wędrowali po niej, w tym samym czasie My z Królową ruszyliśmy na Jasło. Tymczasem wróćmy do jednej ze śnieżnych zim, kiedy to znaleźliśmy z Czarnym na stryszku schroniska u Drąga stare biegówki, z lat 70tych i postanowiliśmy zrobić z tego faktu pożytek. Tak i stoję teraz pawlatowym czubku , wiatr dokłada cegiełki zaspom, a ja usiłuję przy tej zawiei odpalić papierosa, chowając się pod kurtką. Skostniałe palce z trudem mogły sobie z tym poradzić ale jakoś się udało. W starej radzieckiej uszance, papierosem w zębach, M-65, oparty o bambusowe kijki czułem się pewnie jak mój Ojciec, który kilkadziesiąt lat temu przemierzał te okolice w poszukiwaniu ..no właśnie czego?... Może cała ta krzątanina jest celem samym w sobie?! "..szukam, szukania mi trzeba" i tyle!
    Po kilku chwilach udało mi się dogonić Czarnego z przodu, zjeżdżałem do wsi po jego śladach. Zatrzymaliśmy się dopiero przy strumieniu, żeby zdjąć narty i przerzucić się po pniu zwalonej wierzby na drugą stronę... Chcieliśmy odwiedzić starego Przyjaciela w jego małym żółtym domku, którym się opiekował pod nieobecność właścicieli. Dotarliśy na miejsce kiedy zaczynało się ściemniać... Zimą noc szybko zabiera światło, ale widać że Wielki Hen nałapał troszkę do naftowej lampy, bo przebijało się odrobinę z okna w kuchni. Zastukaliśmy buciorami na ganku żeby się otrzepać ze śniegu. Zaskrzypiały drzwi...
    - Cześć Wielki Henie, można zakolędować? - krzyknął od progu Czarny wyciągając z torby po masce przeciwgazowej butelkę Żytniej i paczkę papierosów "Męskie" - czyli mózgojeby do potęgi entej! Ja wyciągnąłem z kieszeni mały słoik ogórków kiszonych.
    - o Cześć... - z uśmiechem przyjął tę kolędę domownik - dorzucając drew do kaflowgo pieca w małej kuchni, gdzie ledwie mieściliśmy się we trzech.
    - A ja właśnie z lasu wróciłem.. tutaj troche brzeziny naniosłem, jeden profesor zamówił u mnie 5 mioteł , to i troszkę piniendzy zarobie bo coś mi się pokończyło. - odpowiedział Hen z uśmiechem przypominającym mi zawsze postać z kreskówki - Popeya.
    - no to Henie, daj coś pod tę kolędę do zagryzki i chluśniem bo uśniem!
    - o, gulaszu chcecie? zrobiłem dzisiaj...
    - dawaj co masz, ja tam pacierza, wódki i zagrychy nie odmawiam, także jak coś, to daj
    - Stałe powiedzonka Czarnego.- co tam u Ciebie wariacie?
    - Jako tako, po japońsku, hehe...
    - i skwitował charakterystycznym Henowym- Ba!
    - No to , pogonim brzdąca, panie, dawaj tego gulaszu bo zimno, trza się rozgrzać.
    - macie, tu chleb jest, troche czerstwy, bo nie byłem w sklepie dawno - Hen miał w zwyczaju pomykać skrzypiącym Karlikiem kilka killometrów do sklepu, ale ze względu na śniegi pojawił się większy problemw utrzymaniu równowagi przy powrotach, zarzucił tę tradycje. Postanowił wyżywić się samemu i tym co mu Babcia, sąsiadka podrzuci; -bo pan Hen to taki dobry człowiek...
    Zabraliśmy się do pałaszowania świątecznej kolacji...
    - coś mi lasem pachnie ten gulasz
    - nom, sarnina jak nic
    - a Stasiu jak ja emerytury nie mam, tylko dodatek czasem, kiełbasy od miesiąca nie widziałem, a chleb mam tylko dlatego że mi Babcia upiekła i tydzień temu dała. Miotły też już nie schodzą, i po tym szpitalu to mi tak nogi marzną że nie czuje jak wróce z lasu...
    - Wielki Henie, ty nóg nie czujesz bo w dziurawych gumiakach bez skarpetek na 20 stopniowy mróz po brzezine leziesz. Już nawet onuce byś sobie nowe wymienił bo te przetarte i ledwie nogę owiną.

    - łoj tam.. ba marzną.. ta marzną... - machnął ręką - polej lepiej bo zimno i w piecu ledwo dycha. I mam skarpetki, bo mi Babcia jakieś stare dała co mówi że nie używa.
    - już lejem, każdy Polak po jedzeniu nie zapomni o?
    - podziękować?
    - o paleniu, bierz Stachu "Męskiego" i odpal od pieca bo mi zapalniczka padła
    - ja się poczęstuje Fajrantem , mogę Hen nie? Jakiś sentyment mam do czarnych "Fajrantów" - kilka lat temu gdy poznałem Hena, jeszcze jak mieszkał na Gawrze, ćmiliśmy je dzień w dzień, bo były jedyne w sklepie i mi jakoś smak bardziej chodził niż Czernego "Męskie" ,które po dwóch strzałach chciały urwać głowę i grać nią w beki.
    Hen począł kończyć miotłę co ją zaczął przed naszym przyjściem. Uciskał pęk brzeziny przy pomocy nieskomplikowanego ale bardzo przydatnego przyrządu. Mianowicie we framugę wbity był głęboko masywny gwóźdź na wysokości pasa. Do gwożdzia założona przez pętlę była stalowa linka długości około metra, do której końca przywiązany był drąg, tak że jeden jego koniec wisiał na niej jakieś 20 cm nad podłogą, a drugi leżał lużno na podłodze. Hen brał pęk brzeziny, obwiązywał go raz linką, po czym stawał na jednym końcu drąga jedną nogą, a drugą tuż przy lince, w ten sposób ściskając mocno gałęzie. Wtedy brał stalowy drut i kombinerkami dociskał trzon miotły, tak żeby się nie rozleciała. Uwielbiałem podglądać Go jak robił miotły, albo jak rzeźbił, a tej sztuki uczył się od Zubowa gdy kilkanaście lat temu przesiadywali na Gawrze, choć może i wcześniej zaczął? Opowiadał jak mu ktoś raz zwinął dłute, które mu ojciec kowal zrobił. Skończył miotłe i zaczął opowiadać czego to teraz ludzie we wsi nie mają i po co im to wszystko , jak jemu tak wiele nie trzeba, tylko dobrych ludzi i się jakoś żyje. Usiadł oparty o ścianę, otworzył drzwiczki od pieca, odpalił papierosa, po czym rozparł się wygodnie rozcierając zmarznięte stopy i włożył tą bardziej siną do pieca, żeby się od żaru rozgrzała. Chlusnęliśmy po jednym, co by się gulasz dobrze trawił... paliliśmy tak w milczeniu kilka minut. Po ścianach bładziły refleksy światła ze świeczek i lampy naftowej, ostatnio często brakowało prądu przez te wiatry, które teraz nadawały za ścianą audycje wieczorną. Domek skrzypiał i słychać było jak obijają się o dach gałęzie starej lipy rosnącej obok.
    -mff mfff....- pociągnął nosem Czarny..- coś się przypala
    - nie , to z komina czasem tak zaciąga bo są szpary w oknie, - stwierdził Hen i zamlaskał jak to miał w zwyczaju. Pociągnął mocniej papierosa aż żar rożświetlił mu twarz. Miał w zwyczaju nie strzepywać popiołu, i często spadał mu długi szary kawałek na palce.
    - nie no, serio coś się przypala, wali jakąś spaloną szmatą, czy coś...
    - K...wa! Hen! Noga Ci sie Pali - podskoczył Czarny upuszczając na ziemię popielniczke z zakrętki od słoika.
    - o Ja pie....dole faktycznie! - zorientowawszy się wyciągnąl stope z pieca i zrobiło się jasno bo Henowa skarpetka płonęła żywym ogniem - K..wa Czarny gaś to - i jął stukać płonącą stopą o podłogę żeby ugasić pożar. Zdąrzyłem jeszcze zalać wodą z ogórków. Całe szczęście nie zdąrzyło się przykleić do skóry i udało się zdjąć usmoloną skarpetę bez bólu. Śmiejąc się do rozpuku dokończylismy z radością Żytnią. Potem Hen wciągnął z szafy baniak swojskiego wina, zawinięty w napoczęty przez mole korzuch i tak nam zeszło na puszczaniu dymów i słuchaniu zimy do rana...
    Było to ostatni raz kiedy widziałem Hena jak klecił brzozowe miotły, niedługo potem wymiotło Go z Maniyłki gdzieś , nie wiadomo gdzie.. i nie mam pojęcia co się z nim dzieje... Jeśli ktośą ma jakieś wieści... będę wielce zobowiązany.


    KONIEC

    Dziękuję za to że udało Ci się dobrnąć do tego momentu. Wielkie dzięki Tym, którzy przyłączyli się do zabawy i oddawali głosy w maszynie do wybierania ciągu dalszego. Starałem się jakoś skrzętnie posklejać te wspomnienia i podać je w taki sposób jak je wtedy odbierałem, filtrując przez czas który minął do dnia dzisiejszego. Wszystkie sytuacje są prawdziwe, i podobieństwo postaci do prawdziwych osób zamierzone.. mam nadzieję że mi wybaczą ten satyryczny klej, wyciekający za brzegi.
    KobietoBieszczadzka dziękuję za pomoc przy ankietach....
    Podsumowując chciałbym Wam życzyć ufności i wielu okazji do uważnej obserwacji.. Jeśli zdarzy się Wam spotkać Kogoś w górach...usiądźcie i posłuchajcie jego historii...

    ..Kimkolwiek jest ten człowiek: wędrowcem, upadłym mnichem, świętym czy czarnoksiężnikiem, ma w sobie coś, co Tybetańczycy nazywają "zwariowaną mądrością" - jest wolny"
    Peter Mathiessen

  6. #16

    Domyślnie Odp: Pawlat Wierch - na spokojnie...

    Cytat Zamieszczone przez trzykropkiinicwiecej Zobacz posta
    zorientowawszy się wyciągnąl stope z pieca i zrobiło się jasno
    Uśmiechem jaśniała i paszcza moja, pochłaniająca kolejne odcinki przygodowej powieści...za co Ci dzięki należne tu wypisuję

  7. #17
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,297

    Domyślnie Odp: Pawlat Wierch - na spokojnie...

    Cytat Zamieszczone przez trzykropkiinicwiecej Zobacz posta
    Dziękuję za to że udało Ci się dobrnąć do tego momentu.
    Dziękuję, że dałeś mi możliwość abym tu dobrnął. Pyszne to było...
    Czterech panów B.

  8. #18
    Bieszczadnik Awatar Aleksandra
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Warszawa
    Postów
    948

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    Sklejaj dalej te opowieści
    "niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
    http://takiewedrowanie.blogspot.com/

  9. #19
    Bieszczadnik Awatar Sylwek74
    Na forum od
    04.2010
    Rodem z
    Nowa Huta k/ Krakowa
    Postów
    311

    Domyślnie Odp: Opowiadanie interaktywne ;)

    Zacne:) Takie trochę w klimacie podobne do opowiadań A. Pilipiuka

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Do Łopienki przez Hyrczę – opowiadanie w 5 odcinkach.
    Przez Wojtek Pysz w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 27
    Ostatni post / autor: 07-10-2015, 21:23
  2. Jeden dzień z ... lat – moimi oczami. Opowiadanie urodzinowe.
    Przez Aleksandra w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 02-10-2010, 21:09
  3. Łemko Bury/opowiadanie
    Przez Jurko51 w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 05-04-2008, 23:45
  4. Rajd Sierżantów [ opowiadanie ]
    Przez Henek w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 12-10-2004, 00:06

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •