...Skąd u ludzi to ciągłe zamiłowanie do otwierania tej puszki na nowo, czyż nie powiedziane jest że zawiera wiele nieszczęść? Jednak ciągnie homosapiens do nieznanego... nic to.. Ładny mi posag dostała Pandora... Albo Pandoriusz.. bo temu w udziale przypadło sprzątanie piwnicy pod schroniskiem.. i nie tyle co puszka.. a Beczka Pandoriusza... Po kolei...
Otwierając nieznane przeniśliśmy się w czasie...(ale na dnie nadzieja!) Minął conajmniej rok od chwili gdy bohaterowie wpadli na pomysł małej manipulacji i prób transmutacji capa w barana. Na skutek losu co się pałętał po okolicy , (a wielce znudzony był i broił sporo, ponoć do dziś się tak pałęta i zwykle zagląda jesienią) Kowboj wraz z Towarzyszką serca Tysią (od zamiłowania do jednego z napojów niskoprocentowych i miasta w woj. Śląskim) przenieśli się nieco na południowy wschód. W chacie rządy objął Pandoriusz. Tak Go jakoś tknęło żeby posprzątać w piwnicy pod schroniskiem, a nóż pokrywka coś znajdzie przydatnego... Kopał tak dniami i nocami, mijając po drodze zwały puszek, butelek, puszek, puszek , worków foliowych, puszek, kamieni, puszek po konserwie tyrolskiej, butelek, puszek po konserwie turystycznej, puszek, pająków dzikich i straszliwych, podobno nawet same drapieżne Meta Menardi* szczerzyły ku niemu swoje niebezpieczne szczękoczułki..słowem dzikie rejony, niezbadane jeszcze przez tego człowieka... po wieli godzinach zmagania się z samym sobą... odpoczął. Wielce nużące jest grzebanie w historii, a jeszcze w historii tylu pokoleń gospodarzy i turystów przewijających się przez chałupkę, to już zwłaszcza. U kresu sił i piwnicy, tak się akurat na siebie nałożyły te dwie sprawy, że akurat w tym momencie jak mu sie odechciało - wyrósł beton fundamentów po przeciwnej stronie.. Nie może być żeby w takiej piwnicy większych skarbów nie bylo, już ci zaczyna kopać w gruncie, kiedy pomyślał że przesunąć się wzdłuż fundamentu to też myśl. I kopać nie trzeba.. Trawersując zderzył się z czymś dużym i zamkniętym na cztery spusty. Patrzy z jednej.. patrzy z drugiej... Skarb... tylko czemu chlupocze jak się przechyli? Skarb w płynie? Tego było by już za wiele... dobiera się i próbuje uchylić wieko tajemniczej beczki, szarpie , drze, zapiera się o klepisko, i o sufit bo nisko. Nic, ni drgnie... Nagła iluminacja (patrz snop światła czołowki padł na podłogę) i bierze kawałek puszki po konserwie by podważyć wieko.. ciągnie.. co sił ..(a chłop tęgi) ...zęby na wierzchu.. nie puszcza... jeszcze....yyyyyyyyyyy stęka i sapie...
Puuuuu.... puściłoooo..... nachyla się nasz bohater nad beczką, nosem zaciąga... a tu jak nie walnie smrodem... odór taki że skręca włosy w nosie w przeciwnych kierunkach niż natura im każe, brwi się marszczą i czoło, oczy łzawią... - Ja PIER...OOOOOOOOLE Pupl... zakapslował beczke i krzyczy : - SSSSSPIEEEERRR......LAMY!
Jak droga do beczki zajęła mu co najmniej dwie godziny, tak powrót niecałe 8 sekund plus 5 na chwilowy postój związany z przygrzmoceniem łbem o niski sufit. Wyłaniając się po chwili z dziury w podłodze pod schodami krzyczy
- Uciekamy panowie ... zaraz tu dojdzie...!
- ale co , co tam jest, co sie stało?!
- otwieraj okna i wychodzimy stąd, szybko bo jak poczuje drugi raz to się porzygam !

Ciekawi Was pewnie co tak daje po nozdrzach?... Pandoriusza również.. dlatego po kilku głębszych wdechach na zewnątrz chaty bierze telefon i dzwoni do Kowboja.
- Kowboooj... czesć! Musisz tu szybko przyjechać.. znaleźliśmy coś w piwnicy i powinno Cię to zaintereswać ... myślę że jest Twoje...ehe... dawaj i to szybko, musisz coś z tym rozbić, bo ja tam drugi raz nie wejdę!


...Tak się jakoś stało że przeniosłem się na południowy wschód razem z Kowbojem i Tysią, ileż można siedzieć w jednym miejscu? Była już mokra jesień.. W powietrzu unosiły się mgły, wilgoć... wszędzie wilgoć... Trawy zrobiły się brązowe , po łąkach nie dało się chodzić inaczej niż w kaloszach... Po telefonie od Pandoriusza bujaliśmy się drogą w kierunku starego Łupkowa, podskakując na wybojach i krzycząc do siebie bo nijak rozmawiać gdy pod maską ryczy rozpędzony większy silnik od forda, a posadził go ktoś w Uazie. Tak.. Uazie... Nie mógł Los zrobić lepszego prezentu Kowbojowi niż wielki huczący wszędojezdny UAZ... Maluchem potrafił by pewnie wjechać na Giewont, ale to co robił z UAZem ...m i a z g a... nie do opisania.
Po przybyciu na miejsce, taras okupowali tubylcy, pokrzepiający się czymś z termosu... a miny mieli nad wyraz wesołe... Pierwszy odezwał się nasz odkrywca:
- cześć, słuchaj Kowboj, tam coś Ci chyba umarło, schowało się do beczki i strasznie śmierdzi... zrób coś z tym.
- Dobra, czekaj, zaraz to zabiore.
- Choć mi pomóż bo to niewygodne jest, we dwóch weźmiemy...
(ja wiedziałem że tak będzie)
Udało nam się wydostać beczkę z piwnicy... na całe szczęście wywietrzało już nieco i można było spokojnie się poruszać , bez obaw o poparzenie płuc smrodem.
- mam pomysł, wyniesiemy to za malucha - który z mało sprawnymi kółkami stał teraz przy drodze i ze względu na konkurencję w postaci Uaza marniał w oczach. - i się wyleje na trawe,a beczke schowamy do auta.
- no dobra, ale co tam jest w środku- i czemu mówiąc się wyleje miał na myśli mnie?
- pamiętasz tego capa co go opchnęliśmy Niemcom jako baranine?
- no pamiętam, ale jego turyści zjedli a kości poszły w las z wilkami
- tak, ale skóre zasypałem solą i zalałem jakimś syfem, żeby się oczyściło, miała być na bęben ale o niej zapominałem i teraz sobie tu pływa i śmierdzi.

Jak powiedzieli tak zrobili... w życiu tyle nie biegłem na bezdechu co wtedy od malucha do Uaza. Wsiedliśy i ...
Tu następuje część w której to Wy macie coś do powiedzenia.