..i jak mawiali starożytni.. I love błoto... UAZ jest tak skonstruowany że też bardzo lubi błoto.. a najbardziej to lubi błoto w koleinach po LKT, a najlepiej to jak jest takie błoto , że w koleinie można się utopić razem z tym Uazem po dach... ale to już nie są koleiny wtedy, wtedy to jest przygoda. Zwłaszcza jak się nie ma wyciągarki z napędem, tylko łańcuchową obsługiwaną ręcznie. A największa przygoda jest jak się tej wyciągarki zapomni. Pojazd miał sprzęgiełko dołączające napęd, w przednim kole takie pokrętełko, które trzeba było czasem przekręcić, i wtedy lepiej jechał.. Zazwyczaj robi to pasażer, i zazwyczaj gdy samochód ugrzęźnie. Po otworzeniu drzwi słychać chlupnięcie, a potem cmokanie gdy pasażer przemieszcza się usiłując odkleić nogę od podłoża, nie zostawiając w nim buta. Potem nurkuje po łokieć w błocku i wraca. Następuje niemalże duchowa metamorfoza, napewno estetyczna, był czysty, już nie jest, miał dobry humor, teraz mu zimno, mokro i niefajnie. Ale wszystko się kiedyś kończy, nawet złe samopoczucie, a najszybciej kończy się właśnie jak poczuje, że to już nie koleiny tylko przygoda. Pożegnawszy się z Pandoriuszem, obiecując rychły powrót w celach integracyjnych, gulnął nasz pasażer przez okno w Uazie (którego nie było, okna znaczy się, nie Uaza) nieco specyfiuku z termosu, zamieliło kołami i ruszyło....pozostawiając kilkumetrowy ślad błota na trawniku przed Schroniskiem.
- co tam piłeś? - zagadał Kowboj, smutny że to nie on sobie gulnął, bo musi prowadzić.
- a Absinth, tylo jakiś k..wa słodki i z przyprawami, znowu coś wymyślił.
- jedziemy na skróty?
- przez Żubańsk?
- no...zobaczymy, jeszcze tędy tym Uazem nie jechałem.

No i się zaczęło.. Pierwszy przejazd przez potok, zaledwie 100m w lini prostej od chaty.. droga nieco rozjechana bieszczadzkimi monstrami, po obfitych jesiennych deszczach... przechył taki że moglibyśmy śmiało mieć jeszcze koła jezdne na bocznych drzwiach, błoto bryzga po szybach, wycieraczki z małym silniczkiem (umieszczonym w miejscu gdzie zwykle w osobówkach jest lusterko wsteczne) nie nadąrzało usuwać swoimi "ogromnymi" łapskami zbierać te kilogramy z szyby...stanął...ryczy.. no to bujamy..
- ni h..ja , musisz iśc przekręcić sprzęgiełko
Ot, jak ręką odjął , zwłaszcza moją, ruszyło gładko sunąc w błocku aż z mozołem wydrapał się na wzniesienie za strumieniem.
Wszelkie konwencje dotyczące tego ,że to właśnie polna droga jest najlepszym przyjacielem Uaza to tylko twierdzenia bez podstaw. Polne drogi są dla małych fiatów... Dwa kroki przed mostem, Kowboj bierze ostry skręt w lewo, by po dwóch sekundach, (podczas których jestem w szoku) zdać sobie sprawę że jedziemy środkiem potoku, i nie w poprzek, tylko wzdłuż. Woda tryska dookoła tak że widać tylko obrysy przypuszczalnej trasy. Tymczasem ze mną zaczyna coś się dziać nie tak...
Z początku myślałem że to prędkość, bujanie i woda robią takie efekty.. ale po chwili wnętrze Uaza zaczyna nabierać tęczowych barw...
- a Ty co się tak uśmiechasz? Inni zazwyczaj w tym momencie krzyczą!
Tymczasem ja nie zdawałem sobie za bardzo sprawy , ani gdzie się znajduję, ani co to jest za pojazd...
- Bo chyba dostałem bonusa w tym Absyncie i nie wiem gdzie jestem
- co k...wa?
- nic... uuuuuuaaaaaaaaaaaaaa... ale czad.... jedź... jedź.. nie przestawaj...
.
Czułem się jakbym siedział spokojnie na kanapie..a dookoła mnie odgrywał sie trójwymiarowy film z wirującym wnętrzem UAZA w roli głównej i efektami dźwiękowymi jak z filmów Georga Lucasa. Po kilku minutach skurczyłem się do rozmiarów misia maskotki i zwinięty na fotelu pasażera obserwowałem ten niesamowity spektakl dookoła. Co dziwne, cały czas Kowboj wyglądał tak samo, nachylony nad kierwnicą szczerzył zęby, uradowany jak dziecko zabawką. Pruł przez Żubańsk ne omijając żadnych dziur, co powodowało podskoki na kilka metrów (przynajmniej tak mi się zdawało) Raz nawet tak wybiło nas na jednej kałuży że przeskoczyliśmy górą cerkwisko żeby wylądować znowu na drodze. Jak podejrzewałem , "zupełnie całkiem przypadkowo" trafiła mi się butelka z rozpuszczonymi w Absyncie psylocybami... Dobrze że walnąłem jedynie kilka łyków... bo trzymało mnie w miarę krótko.. Tak mi się zdawało.. ale chyba krótko, bo zajechaliśmy do Woli jak było jeszcze jasno, a bywały przypadki że wycieczka UAZem z Łupkowa do Maniowa zajmowała Kowbojowi 7 godzin. Oprzytomniałem nieco i zdałem sobie sprawę że...