Biały obelisk w białej mgle, to obraz niczym niewidoczny duch w środku nocy .
Niby jest, ale do końca nie wiadomo czy jest realny czy wyimaginowany.
Dopiero gdy ręka zaczęła ścierać naniesioną na beton szadź wiedzieliśmy że dotarliśmy do celu. Jest.
Głęboki oddech satysfakcji.
Zgodnie ze starosłowiańskim zwyczajem najpierw trzeba zagonić całą grupkę co by uwiecznić się aparatem na grupówce. Grunt to grupóweczka.
Teraz już można pozwolić sobie na chwilę luzu,
uzupełnieniem płynów (ha,ha) i pokarmów.
Nie była to uczta, bo okoliczności, wiatr i temperatura nie sprzyjała lenistwu.
Gdy tak siedzieliśmy oblepieni wokół czubka tej nieznośnej, niedostępnej góry ,nagle stało się coś dziwnego.
Jakaś projekcja pozaziemska.
Chmurna mgławica rozerwała się z jednej strony i słońce niczym nie ograniczone uderzyło w nas.
U naszych stóp rozpościera się białe morze a my siedzimy na wysepce wpatrując się w wyłaniające kolejne
wyspy Ostrej Hory, Holicy, dalej Rawek i dalszych kolejnych, nierozpoznanych .
Oczy nerwowo wypatrują na horyzoncie ostrych zębów Tatr, ale, nie można ich znaleźć,
są więc czy ich nie ma ?
Z tego wytrzeszczu, oczy zachodzą mgłą,
nie, nie, nie niemożliwe ..... to chmura znów szczelnie otuliła nas.
Trwało to tak krótko, że sami nie wierzymy własnym zmysłom.
Widzieliśmy to naprawdę czy tylko się nam to wydawało ?
Tak krótko ?
Co wreszcie jest realne ? jesteśmy tu, naprawdę na szczycie Pikuja ?
czy tylko się nam wydaje ?
Doprawdy już nie wiem czy cała ta opowieść nie jest realna. Czy cały ten wyjazd nie jest realny.
Może to był tylko sen.
koniec.


Odpowiedz z cytatem






