W tym samym czasie ...po drugiej stronie Pikuja, w turbazie Zastawa też się to samo "działo" i jeszcze wiecej
Nie było do Was słychać ?
25/50..do wyboru
http://www.sknt.fora.pl/wyjazdy-zagr...ty,921-15.html
W tym samym czasie ...po drugiej stronie Pikuja, w turbazie Zastawa też się to samo "działo" i jeszcze wiecej
Nie było do Was słychać ?
25/50..do wyboru
http://www.sknt.fora.pl/wyjazdy-zagr...ty,921-15.html
Ostatnio edytowane przez joorg ; 07-03-2010 o 00:48
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
u nas były jeszcze wieczorne atrakacje i ktoś nawet focił, bedzie jakaś fota ?
Coś było słychać, tylko nie wiedzieliśmy że to wy !Nie było do Was słychać ?
Na wszelki wypadek o północy puszczaliśmy światełka pokoju (takie płonące latawce) z nadzieją że sprowadzą dobre duchy.
ale czy będzie jakaś fota ? wątpię.
.
Przyszedł wreszcie upragniony niedzielny poranek.
Ustały deszcze i słoneczko niemrawo zaczęło przebijać się przez pokrywę chmur.
Tomek zwany Pierogowym spojrzał na swój cudowny zegarek casio i stwierdził :
na Pikuju jest inwersja.
Jego zegarek wie wszystko, mierzy metry, liczy czas, pokazuje temperaturę i pogodę - nie umie jeszcze robić pierogów ale to tylko kwestia czasu.
Jak jest inwersja to trzeba się zbierać aby przebić się ponad warstwę chmur.
Załoga zwinęła się zgrabnie i już o ósmej rano była gotowa do ataku. (fot)
Patrząc na resztki śniegu leżące po rowach i słuchając zapewnień direktora turbazy że na szczytach jest tylko 10 cm śniegu postanawiamy rakiety zostawić w samochodach i ruszyć do przodu przy zastosowaniu sprawdzonej metody :
długich intensywnych ......odpoczynków.
Już po 100 metrach pierwsza przerwa przy nowym, ładnie oznaczonym magazinie (fot) ,
wot zmieniło się, jeszcze do niedawna był tylko ten w starej chałupie bez oznaczeń.
Januszu ! O której grupa krośnieńska wyruszyła i jaką wersję trasy obraliście ?
bo przecież nie szliście szlakiem.
"Wieczorem po ciężkim dniu"(The Beatles), pamiętasz Enrico ten przebój ? Poszliśmy spać.
Skoro świt, ok. godz 8 czasu polskiego (nigdy jak jestem tam to nie przestawiam zegarka) wyruszyliśmy na Pikujaaaaaaaa,przez most z szyn (fot)..a następnie drogą zrywkową w górę .Kiedy droga zrywkowa się skończyła to szliśmy dalej w kierunku południowym , wg. kompasu (nie używam Gupiesa ..jak na razie) ,w śniegu po same jaja...ojjjjjj,a baby mówiły ,że po uda .Na grań pasma Pikuja trafiliśmy ok godz 12 w odległości ok 800 -1000 m od Pkuja na zachód.Po 4,5 godz. od startu dotarliśmy na Górkę i to tylko dla tego dlatego, że trafiliśmy na skalne wychodnie.
Reasumując, wejście w tych warunkach trwało od 8 do 12:30 , 4,5 godz, pobyt przy obelisku jakieś 15 minut i zejście. W turbazie byliśmy ok. 15 :30 tj, w 3 godz.
w zał.chronologicznie fot.
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Ale tak naprawdę to szliśmy szlakiem ale tylko w lesie, bo później to już na czuja... w lesie czasem pojawiało się coś w rodzaju znaków...![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)