I nie zapomnę nigdy jak któregoś dnia, latem 1995 roku, kiedy pracowaliśmy przy jednym nagrobku za cerkwią, pojawił się starszy pan w prochowcu pod cerkwią, na turystę nie wyglądał, ale też trudno każdego zaczepiać i wypytywać zaraz...zniknął nam z oczu, za chwilę pchnięty nie wiem czym, poszedłem pod cerkiew: człek klęczy przed nią i płacze... wycofałem się... przyszedł do nas... powiedział, że minęło 50 lat..., że nie spodziewał się takiej pustki, ale że cudem jest, że cerkiew ocalała i że dobrze, że my jesteśmy... pan ze Smolnika..., Bojko, Petro, wiele nam opowiedział...