ja zawsze dostawalam nowe.. pachnace drukiem i ksiegarnia.. ale zadna z nich nie byla interesujaca- przynajmniej dla mnie, wiec zwykle lądowala w jakims kącie..
natomiast bylo kilka ktore odkupilam z biblioteki szkolnej bo czytajac na tyle sie z nimi zwiazalam ze nie chcialam oddac.. jedna z nich nawet nie miala okladki..
wogole tak pomyslalam czy jest sens dawac kazdemu dziecku po jednej losowo wybranej ksiazce.. jakie jest prawdopodobienstwo ze trafi w jego gusta.. (chyba ze chodzi tylko o zaspokojenie potrzeby "mieć" u dzieci a u drugich potrzeby "dać" ). Czy nie lepiej by wszystkie ksiazki nowe i uzywane przekazac na jakas komańczańska biblioteke, aby wszystkie dzieci mialy dostep do wszytskich ksiazek? czy to by nie zwiekszylo prawdopodobienstwa ze dziecko x trafi na wlasciwa ksiazke? czy by nie wplynelo bardziej na rozwoj wiedzy o ktorym wspominaja?
pewnie ze rozumiem ...ale nie popieram..
a pewnie jeszcze bardziej niz z nowej ksiazki taki dzieciak by sie ucieszyl z najnowszego modelu komorki z roznymi bajerami..wiec moze wogole nie warto kupowac ksiazek..



wiec moze wogole nie warto kupowac ksiazek..
Odpowiedz z cytatem