W nawiązaniu do wcześniejszych wypowiedzi mam kilka refleksji:
1. Pierwszy z mitów to tzw. bieszczadzka bieda. (bieda w Bieszczadach była i owszem – ale kiedyś). Nie róbmy hurtem dziadów z komanieckich dzieci, bo to je upokarza. Jak wszędzie, są tam rodziny bardziej i mniej zaradne, ale wszelkie uogólnienia są nieuprawnione
2. Książki bezwzględnie muszą być nowe. Słusznie napisała Kobita Bieszczadzka – „prezent to prezent”.
3. Książki będą wręczane dzieciom na koniec roku szkolnego. To szczególny moment i nie wyobrażam sobie sytuacji, że część dzieci otrzyma nowe, a część stare książki (choćby te najbardziej wartościowe)
4. Pieniążki – czy książki?.
Bezpieczniej jest wysłać pieniądze. Ale z wyborem konkretnych książek też nie będzie wielkiego problemu. To wcale nie muszą być rozprawy filozoficzne. Botanika, zoologia, historia, geografia, słowniki, atlasy – to całkiem bezpieczne obszary tematyczne do takich zakupów.
PS. Pomysł jak najbardziej trafiony. W świecie pełnym wszechobecnych komórek, laptoków, multimediów i wirtualnej rzeczywistości – tradycyjna książka jest mądrym i eleganckim prezentem. Warto zastanowić się, czy w kolejnych latach nie powtórzyć tej akcji w innych miejscowościach.
PS2. Używane książki są OK, ale nie przy takiej okazji


Odpowiedz z cytatem