Hej:)
moja firma organizuje wiele konkursów i akcji, które oczywiście kończą się wręczaniem nagród za zajęcie miejsca. Z obserwacji zachowań malutkich pociech wynika jedno: książki przez wiele dzieci są traktowane jako prezent gorszy niż jakiekolwiek przedmioty użytku powszechnego (plecaki, kompasy, latarki itd). Co nie zmienia faktu, że niewielki % (pewnie stały i tu i w Bieszczadach) na widok książki się rozpromienia i jeszcze na sali zagląda do środka. Szczególnie cenione są albumy. Ofiary kultury obrazkowej są w liczebnej przewadze
Dumam nad jednym - czy aby na pewno dostępność książek aż tak bardzo może zmieniać współczesnych młodych ludzi. To temat na długaśną dysputę:)
Jednakże kierując się wiarą, że każda wyratowana z otchłani niedouctwa dusza dziecięca jest tego warta, książki do Herowego pudła dorzucę:) Tylko mi qrde przypomnieć w maju, bo skleroza to podstępny wróg;P
Pozdrawiam,
Derty
PS: Wiooosnaaaa!!!:D:D:D:D:D