Ja tam pomimo sentymentu do WIGówek, traktuję je raczej jak eksponaty niż mapy użytkowe. Oczywiście były to dobre mapy, ale z naciskiem na BYŁY.
Treść ogólna jest w zasadzie bez zarzutu, a treść historyczna na odwrocie mapy to cenna lektura, ale nie zgodzę sie z joorgiem że są niezastąpione do chodzenia poza szlakami. Mam z goła odmienne doświadczenia. Dwukrotnie zejście na boczne ścieżki kończyło się mocnym chaszczowaniem w kosówce i to nawet kilka godzin. Moim błędem było to, że nie zawróciłem, ale to właśnie wiara w "magię WIG'ówek" sprawiła że brnąłem dalej, bo albo zaraz kosówka (której na WIG'ówce nie było aż tyle) się skończy, albo uda się odnaleźć ścieżkę, która na mapie widniała, a w terenie kończyła się na kosówce.
Niestety odpuściłem sobie WIG'ówki, bo obecnie są inne wydawnictwa, które może nie są pozbawione wad, ale mają jednak więcej zalet, a nawet jeśli nie mają ich więcej, to są czytelniejsze niż WIG'ówki, zwłaszcza reedycje, na które dodatkowo naniesiono trochę treści turystycznej, co skutecznie pogarsza czytelność tychże.
Oczywiście może jeszcze gdzieś są rejony, gdzie inne mapy niż WIG'ówki nie istnieją, ale z pewnością w ostatnich latach poczyniono spore postępy by było ich jak najmniej.
Podsumowując - w mojej ocenie , przy całej sympatii i zamiłowaniu do map topograficznych i przy dzisiejszej ilości map, WIG'ówki są dla hobbystów i miłośników historii, jednak dla przeciętnego turysty nadają się słabo. I miast czynić kolejne wznowienia i odgrzewać kotlety wydawnictwa winny skupić się na poprawie współczesnych map.



Odpowiedz z cytatem