Nie warto...
minusy podane powyżej
Bardziej przeszkadzają niż pomagają w warunkach bieszczadzkich... Testowałem te leprzejsze i te gorsze.
Nie warto...
minusy podane powyżej
Bardziej przeszkadzają niż pomagają w warunkach bieszczadzkich... Testowałem te leprzejsze i te gorsze.
trzykropkiinicwiecej
Też tak kiedyś miałem, a potem zmieniłem zdanie... sam nigdy, co może się wydawać dziwne, ale naprawdę nigdy nie miałem ochraniaczy...
.
Petefijalkowski
Czy może ktoś wie coś więcej ? jakie znaczenie (i dla kogo) ma rozmiar ?rozmiar :D mimo że mówią że nie ma znaczenia, to wcale tak nie jest
.
Browar
Nie. To raczej ma być poradnik p.t czy w Bieszczadach są potrzebne, a jeśli tak, to jakie ?Ale o co ci Heniu chodzi,chcesz kupić?
Mam dwie różne pary, więc mogłem je porównać. Jedne za 30 zł, zapinane z tyłu zamkiem błyskawicznym ochranianym rzepem. Do zaczepienie o spód buta mają kawałek stalowej linki o stałej, nie regulowanej długości. Posiadają haczyk do czepienia o sznurowadło.
Drugie kosztowały około 70 zł. Są niby z lepszego materiału niż te pierwsze. Zapina się je z przodu. Trochę wygodniej niż z tyłu, ale znacznie trudniej zahaczyć potem o sznurowadło. Od spodu, do przeplatania pod podeszwą mają długie pasy miękkiej gumy przeplatanej przez sprzączki. To jest ich zdecydowany minus. Kiedy guma zamoknie robi się śliska i wtedy po pewnym czasie się rozwiązują.
Pierwsza i druga para spełnia swoje funkcje. Chroni przed błotem, kurzem i wsypywaniem się śniegu do butów. Jeśli brnie się w głębszym śniegu to i tak wsypuje się on górą. Mimo, że oba rodzaje posiadają linki do ściągania górnej krawędzi to podczas marszu trochę się to luzuje.
Linka pod podeszwę nie tnie buta ani nie rdzewieje, moim zdaniem lepsza niż guma.
W obu rodzajach, nie zależnie od tego, czy jest lato czy zima, mocno pocą się nogi, czyli tak czy siak spodnie mokre, ale przynajmniej trochę czystsze.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)