Ta żałoba ma nie tylko wymiar ludzki ale i wymiar publiczny, wszak tragicznie zmarli pełnili najważniejsze publiczne funkcje w naszym kraju. Osoba publiczna musi się liczyć z tym, że jej życiem i - niestety - śmiercią będą się interesować miliony. To m.in. dlatego pełnione przez nich funkcje nazywamy "publicznymi". Rodzina osoby publicznej musi mieć zapewnioną możliwość osobistego i prywatnego pożegnania ale musi też wziąć na siebie ciężar przeżywania swojej tragedii przed kamerami, rodzina osoby publicznej zgadza się oddać cząstkę swojej prywatności zgadzając się na zaangażowanie swojego członka w działalność publiczną.
Podkreślam, że nikt - ani rodzina ani sam polityk - nie oddaje całej swojej prywatności, znacznie jednak tę prywatną sferę ogranicza. Gdyby kamery towarzyszyły rodzinom w momencie osobistego pożegnania, gdyby robiono im zdjęcia przez dziurę w płocie czy niedomknięte okno, gdyby (tak jak piszecie) pokazano jakieś drastyczne zdjęcia z miejsca katastrofy - to byłaby to rzecz absolutnie naganna. Jak długo reporterzy ograniczają się do przestrzeni publicznej (np. oficjalne pożegnanie czy żałobne uroczystości państwowe) granicy przyzwoitości moim zdaniem nie przekraczają.
Przyznaję, że ja też nie chciałbym aby mnie lub moją rodzinę w podobnej sytuacji fotografowano. Dlatego nie będę kandydował nawet na radnego mojej dzielnicy, będę także odwodził od tego wszystkich moich najbliższych.
Działalność publiczna to ciężar, który wielu zauważa zbyt późno...



Odpowiedz z cytatem