Ciekawa i rzeczowa wypowiedź Wiesława Godzica na temat roli mediów w tej tragedii.
Wybrane fragmenty:
(...) Dziennikarze stali się asystentami kościelnymi. Nie potrafili mówić o tragedii, więc udali się do kościoła. Kościół zaś nie potrafi o niej mówić prostym językiem. Ja bym wolał więcej głosów psychologów, terapeutów, niż języka religijnego, który jest trudny. Bo ta tragedia dotknęła cały naród, więc on potrzebuje pomocy, rady.
(...) Media od momentu tragedii działają trochę jak uczniowie czarnoksiężnika: potrafią coś rozpętać, ale nie wiedzą, jak to zatrzymać. Odbieram to jako brak profesjonalizmu, gdy przez trzy, cztery dni dziennikarze płaczą. Oni są pośrednikami prawdy i powinni się otrząsnąć. Po jakimś czasie zastanawiam się, czy autentyczny jest ten płacz, bo staje się to niewiarygodne, robi się z tragedii serial, a ludzie zaczynają obojętnieć, ich wrażliwość rogowacieje.
(...) rozumiem, że dziennikarze nie mieli czasu się przygotować. Ale oni nie znają też innego języka i przesadzają. Nieznośne są dla mnie wielkie kwantyfikatory: zginęła cała elita, osierocone państwo... Szanujmy innych, tych, co przeżyli - nie zginęła cała elita, tylko część, choć oczywiście nie odbiera to szacunku i hołdu dla tych, co zginęli. Tymczasem media stworzyły atmosferę końca świata. Płaczą i sugerują, że inni powinni płakać. Stworzył się taki płaczliwy wór, z którego wydostać się jest ciężko. Należy to dozować - i smutek, i płacz. Ludzie muszą normalnie żyć.


Odpowiedz z cytatem