Dobrze, opowiem.
Wychodzimy z Tarnawy na ścieżkę przyrodniczą w kierunku Dźwiniacza, ale wybieramy wersję wzdłuż Sanu. W miejscu gdzie stoją ławeczki i otwiera się widok na rzekę, po lewej stronie zaczyna się droga po betonowych płytach - trzeba tą drogą skręcić w lewo i kierować się na szczyt charakterystycznej górki na której jest ambona. Wychodzimy na stokówkę wzdłuż Jeleniowatego -
teraz należy wejść w las i szukać stokówki wiodącej w górę. Ona zaprowadzi prosto na Brensberg. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem zbierając rydze.
Było dziwnie cicho. Szliśmy szeroką ścieżką aż pod szczyt. Po drodze spłoszyliśmy wielkiego jelenia, który łypną okiem i uciekł. Na szczycie, charakterystyczny kasztan w miejscu leśniczówki, trochę dalej studnia, a raczej dół - pułapka. Wszystko zarośnięte, dzikie.
W następnych latach ogarnęła nas pasja robienia soków z prawdziwych malin; z wielkimi słojami chodziliśmy po Jeleniowatym uzupełniając zbiory. Znowu Brensberg. Zbiory wspaniałe, tylko jakoś ciarki po plecach przechodziły. Znamy tragiczną historię tego miejsca, więc te najpiękniejsze, blisko szczytu zostawiliśmy na krzakach. Poszliśmy szczytem w lewo w las. Jakoś tak wysuszona ziemia, drzewa a pod nimi i nieprawdopodone ilości grzybów, olbrzymich. Niestety wszystkie robaczywe.
Schodziliśmy na azymut i jakoś udało nam się dotrzeć do smolarzy przed Tarnawą. Poranieni, bez sukcesów grzybiarskich dotarliśmy szczęśliwie do Tarnawy.
W kolejnym którymś roku, zaprzyjaźniliśmy się z sympatyczną rodziną z Kielc. Posiadali aparat do wykrywania metalu w ziemi. Poszliśmy z nimi tą samą trasą (z łopatą) na Brensberg. Chłopak cierpliwie wykrywał i kopał, a ja szukałam śladu tego lasu, tych niesamowitych grzybów...
Ale wszystko jakoś się zmieniło, zarosło. Kielczanie rozczarowani - znaleźli tylko jakieś gwoździe - no i wróciliśmy tą samą drogą do Tarnawy (droga jak autostrada).
Brensberg - miejsce naznaczone tragiczną historią... Ale przecież to tylko jedno z bardzo wielu miejsc tragedii jaka się na tych ziemiach rozegrała.
Ja chodząc po Tarnawie, Dźwiniaczu, okolicznych łąkach, mam świadomość, że depcę groby moich przodków i pomimo zaplanowanej "rekreacji" ciągle jakoś mniej "rekreacyjnie" się czuję.
Unikajmy może medialnych miejsc. Może zatrzymajmy w jakimkolwiek bieszczadzkim kawałku ziemi...
Będę na Tarnawie od 5. do 10. lipca i mogę służyć za przewodnika.
Dorota, bardzo Ci dziękuję za szczegółowy opis trasy. Rozumiem, że Twoja trasa wygląda jak na załączonym obrazku. Idziesz tak, jak prowadzi niebieska linia, która spotyka się z naszym (czerwonym) śladem. Nawiasem mówiąc, to drogę po betonowych płytach widać tylko na mapie Wydawnictwa ExpressMap.
Dzięki, ale nie będę mógł skorzystać. Przyjeżdżam w Bieszczady dopiero 13 maja.
Szkoda, że nie zostaniesz na KIMB.
Najkrótsza i najłatwiejsza droga jest tuż za Mucznem.
Przypadkiem odkryta - prowadząca na sam szczyt.
Trzeba wyjść z Mucznego w kierunku Tarnawy i po lewej stronie, po przejściu około 100. metrów wypatrywać po lewej stronie przecinki w lesie. To bardzo wyraźna droga - krótsza niż ta z Tarnawy.
Zupełnie nie rozumiem po co te gps-y w Bieszczadach;
Czy nie fajniej jest samemu odkrywać nieznane drogi, błądzić i w tym błądzeniu odkrywać nienazwane drogi, pułapki chaszczorów i dzikich jarów.
Któregoś roku udało się nam trafić na tę drogę na Muczne - niestety okazało się, że ścieżka wyprowadziła nas kawałek od Mucznego. Samochód niestety był na Tarnawie.
Usiedliśmy bez sił przy asfalcie i zdarzył się cud - nadjechał swoim słynnym mercedesem pan kierownik - i zabrał nas do Tarnawy.
Nie wiadomo, jak Duchy Naszych Przodków reagują na te wszyszystkie gps-y, ale czytając ten wątek jestem pewna, że nie bardzo im się to podoba....
Skoro plączą nawet moje skromne, człowiecze ścieżki.
Andrzeju ! Całe forum padło ze zdziwienia na Twe pytanie
Jak Ty chcesz trafić tam bez gepeesa ?Dorota, opowiedz więc nam prostymi słowami, bez podawania współrzędnych ...
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)