Dobra niech będzie po kolei, czas skończyć wpierw tę wyprawę;-)
Spało się bardzo dobrze, ale pogoda najwyraźniej się psuje.
Zbieramy się więc pospiesznie.
Schodzimy do wsi skansenu-Bukowiec.
Pan z maszyną podał nam jakąś kosmiczną cenę za dojazd do Wołowca, ale Piotr negocjuje z właścicielem busa i już po chwili ruszamy za przystępną cenę do Wołowca.
A tam...
Najpierw sklep i obok cafe, i tu już się zaczyna piwo i zakarpackij balsam.
Potem idziemy na obiad do niby taniej knajpy, która jak na Ukrainę okazała się droga, ale to nic.
W pewnym momencie za naszymi plecami idzie...IWAN!!!z kumplami
całe szczęście nie rozglądał się po wypasionych restauracjach i nas nie zauważył.
Po obiadku znowu nasze cafe i znowu te same zestawy, aż znowu zgłodnieliśmy!









Odpowiedz z cytatem