Witam!
Jeszcze tylko może moje dwa grosze :)
Generalnie uważam, że internet jest wolnym medium i jeżeli zapada decyzja o publikacji czegoś trzeba liczyć się z tym, że dane te mogą być również wykorzystane przez kogoś innego.
Inaczej jest gdy wykorzystujący poda źródło danych (wtedy uważam że nawet nie musi pytać o zgodę) a ineczej gdy skopiuje materiały i podpisze je jako własne.
Cóż wtedy pozostaje stwierdzenie, iż ten ktoś działa wbrew etyce i moim zdaniem poprostu kradnie.
Co do sądów to powiem tak: daję głowę za stwierdzenie, że nie udałoby się wywalczć nić poza ugodą która nic nie wniesie nowego. Problemem jest udowodnienie:
- pochodzenia danych (a co za tym idzie stwierdzenia że coś jest np. moje)
- faktu przywłaszczenia, skopiowania itp. (no bo jak odowodnić że ktoś np dwa misiący tem miał nasze dane bez pozwolenia a potem je np skasował - sąd nie podejmie działania bez zawiadomienia zainteresowanych a ci nawet czując się winni robią rmdir i danych nie ma!)
Z moich skromnych wiadomości wynika że sądy raczej chcą to załatwiać polubownie, a więc ugody a jęsli nie to umorzenie.
Temat jest dość trudny bo chociaż mamy już ustawe o podpisie elektronicznym które de facto jest bublem to niestety nmie dorobiliśmy się jeszcze ustawy o ochronie danych w sieci internet.
Powiem więcej że np USA które wydaja się być filarem prawa i wzorem dla wszysztkich nie mają takiej ustawy również.
Łamiących w sposób ewidenty prawo autorskie można ścigać w sądach cywilnych ale to jak napisałem wyżej nie jest chyba sprawą prostą :)


Odpowiedz z cytatem