Nie będę specjalnie z Tobą polemizował ani się licytował na doświadczenie (Twoje nie robi na mnie większego wrażenia ale szacun za chaszczowanie)
Trochę się nie zrozumieliśmy,ja mówiłem o takim zwykłym,letnim łażeniu gdzie oczy poniosą.W tym kontekście po prostu wygodniej się łazi po ramionach,mniej stromo,nie mokro,mało zwalonych pni,a ramię i tak zawsze gdzieś doprowadzi,podobnie jak strumień.Zimą to co innego-do pewnej pokrywy strumień będzie bez śniegu i nawet wodą oczywiście łatwo się gdzieś dojdzie.Ale jak strumień przysypie,razem z pniami, to niestety "widzę krzyże".Odnośnie gościa z Otrytu to sądzę że po prostu dostał zawału,albo zasłabł i tyle.Ostatnio zdarzyło się to mojemu kumplowi, no i został w górach.



)
Odpowiedz z cytatem