Chociaż mój pobyt na KIMB-ie to był raczej przelot z międzylądowaniem to i tak się cieszę nawet z tych kilkunastu minut spędzonych z Wami. I przepraszam wszystkich tych,z którymi nie przywitałam się osobiście (a możliwe, że z niektórymi przywitałam się dwa razy).
WUCE - szczególne podziękowania za tomik i wynikającą z tego okazję do wzruszeń przy czytaniu na gorąco o 6 rano po deszczowym Łopiennikiem...
pozdrawiam wszystkich serdecznie