Strona 3 z 5 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 30 z 42

Wątek: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar Zbyszek
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    lubelskie
    Postów
    246

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Puk puk może cd?

  2. #2
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,672

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Wysiadamy pod kościółkiem, z ulgą rozprostowujemy kości. Słychać przeciągły świst, jaki wydaje osiem par nozdrzy głęboko wciągających krystaliczne powietrze. Niebo jest częściowo zachmurzone, ale słońce wygląda na tyle często, że po powrocie do domu odkryję, że lekko przypaliłem sobie dziób. Ale póki co ruszamy pod wiadome drzewo z wiadomą dziuplą, gdzie odbędzie się bieszczadzki chrzest Kaśki (szczegóły na wiadomym filmie). Wbrew temu, co krzyczą wszyscy obecni, klepię Anioła w pierwszą krzyżową tylko raz i to naprawdę symbolicznie. Słowo! W ślad za Kaśką w lipowe trzewia zagłębia się Wojtek i Kryśka (osobno!), potem – podobno – czynią to także Bertrand i Renatka. Mnie udaje się uniknąć przeczołgania – oprawcy na słowo wierzą, że już zwiedzałem wnętrze lipy.

    A zwiedzaliśmy je pospołu z Marcową i Marcówną choćby rok wcześniej, w okolicach Wielkanocy, gdy to wpadliśmy pokłonić się Łopience, grzecznie zostawiając samochód na parkingu w Polankach i taszcząc dziecko do kościółka w nosidełkach. A z liczby mijających nas aut można było wywnioskować, że tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Wówczas w drodze powrotnej złapała nas ulewa i na widok ludzi z dzieckiem każdy, naprawdę każdy mijający nas samochód zatrzymywał się, a kierowca pytał, czy nie potrzebujemy podwózki do parkingu. Byli zdziwieni, a niektórzy nawet patrzyli podejrzliwie, gdy grzecznie odmawialiśmy, bo ciepło opatulona Młoda była zachwycona deszczem bębniącym o przezroczysty daszek nad nosidełkami, więc ani myślała się chować.

    Teraz nieśpiesznie wchodzę do cerkwi, jak zwykle czując narastającą ekscytację. To miejsce dziwnie działa – przy wejściu spływa na mnie uczucie pełnego spokoju i bezpieczeństwa, ale po plecach biegnie jednocześnie dreszczyk emocji. We wnętrzu świątyni wita jak zwykle Chrystus Bieszczadzki i promienie słońca przebijające się przez witraże. Z ciekawością podchodzę do założonego przez księdza Piotra ewangeliarza, który – z założenia – ma zostać napisany własnoręcznie przez gości kościółka. Teczka z wpisami radośnie puchnie, niestety dorobiła się również paru idiotycznych wpisów. Mrożkowski Lucuś wiecznie żywy, choć nie wystarcza mu już nabazgrane w toalecie: „Precz!” i zagląda także do Łopienki. Przykre.

    Wychodzimy z cerkwi i ruszamy na spacer, bo pogoda nadal dopisuje. Celem sześcioosobowej ekspedycji jest kapliczka na Hyrczy. Cofamy się kawałek drogą do Polanek i rozpoczynamy wspinaczkę po łagodnym zboczu. Wkrótce jednak droga się kończy i czekają nas chaszcze. Ale nic to, Baśka! Mamy wszak Wojtka1121 i jego GPS, z pieśnią na ustach wbijamy się zatem w gąszcz. Po krótkim chaszczowaniu dochodzimy do ścieżki. Ale tu znów zagwozdka. Wojtek i Bertrand spierają się, czy wyszliśmy przed czy za kapliczką i w którą stronę powinniśmy się udać. Jest tylko jeden sposób rozstrzygnięcia takiego sporu, godny prawdziwych, twardych mężczyzn, więc… natychmiast zakładają się o flaszkę. Póki co ufamy GPS-owi i wybieramy opcję Wojtkową. W miarę pokonywania kolejnych metrów twarz Bertranda wydłuża się coraz bardziej – jego wielkie (ale poznańskie) serce wie już, że czeka go kolejny wydatek…

    Dochodzimy do kapliczki i rozsiadamy się na schodach na krótki odpoczynek. Drzwi wypaczyły się i nie można ich otworzyć bez ryzyka wyłamania, zatem wnętrze podziwiamy przez wąską szparę. Słońce już wysoko, a ja mam okazję, żeby zjeść pierwszy tego dnia posiłek. Nie czuję już w ogóle porannej niedyspozycji, wniosek jest więc prosty – Bieszczady znów mnie wyleczyły! Po krótkim popasie ruszamy w drogę powrotną. Nieoczekiwanie dla siebie samego wyrywam do przodu i odłączam się od grupy. Zanurzam się w ciszę, zieloność i jak łódka brodzę. Brodzę sam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Idący za mną natknęli się bowiem na ślady misia, które skrzętnie obfotografowali, ja natomiast, idąc kilkadziesiąt metrów z przodu, mógłbym przysiąc, że tych śladów nie widziałem, choć – ze względu na błoto – gapiłem się niemal wyłącznie pod nogi. No ale może misie brunatne polarnych nie ruszają.

    Wychodzę z lasu i widzę nowy, znajomy samochód, który zaparkował obok naszych – przyjechał Pastor z Piskalem i Julią. Chwila upływa na pogawędce, podczas której docierają pozostali wędrowcy. Po krótkim odpoczynku ruszamy w drogę powrotną, ale w innej konfiguracji osobowo-motoryzacyjnej. Do Ustrzyk Górnych udają się jeszcze Kaśka i Kryśka, więc zapraszam do Srebrnej Strzały, ale dopiero od asfaltu – nie chcę ryzykować kolejnego przytarcia podwoziem na wyboistej drodze, więc do parkingu dziewczyny zwozi Wojtek. Mija mi jeszcze chwila na wyperswadowaniu pasażerkom pomysłu, by rozłożyć w aucie foliowe worki, które mają zapobiec zabłoceniu dywaników. To miłe z ich strony, ale w końcu przyda mi się jakaś pamiątka z Bieszczadów (i przydała się – do dziś ją wożę!). Na parkingu w Polankach Wuka proponuje, by podjechać jeszcze do Kapliczki Szczęśliwych Powrotów, na co wszyscy chętnie przystają. Podjeżdżamy więc kawałek drogą na Terkę i zatrzymujemy się przy urwisku. Robimy krótki rekonesans po najbliższej okolicy, zapalamy świeczkę w wiadomej intencji i późnym popołudniem ruszamy w drogę powrotną.

    A wieczorem…

    CDN

  3. #3
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,287

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    Teczka z wpisami radośnie puchnie, niestety dorobiła się również paru idiotycznych wpisów. Mrożkowski Lucuś wiecznie żywy, choć nie wystarcza mu już nabazgrane w toalecie: „Precz!” i zagląda także do Łopienki. Przykre.


    Konkretnie opowiadanie "Ostatni husarz" ze zbioru "Słoń".Polecam, bo świetne.

    Ps. Bardzom ciekaw jestem cóż takiego wydarzyło się wieczorem...
    Ostatnio edytowane przez Piskal ; 31-05-2010 o 19:02

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar darkangel79
    Na forum od
    12.2009
    Rodem z
    Bydgoszcz/Aalsmeer
    Postów
    366

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    Wysiadamy pod kościółkiem, z ulgą rozprostowujemy kości. Słychać przeciągły świst, jaki wydaje osiem par nozdrzy głęboko wciągających krystaliczne powietrze. Niebo jest częściowo zachmurzone, ale słońce wygląda na tyle często, że po powrocie do domu odkryję, że lekko przypaliłem sobie dziób. Ale póki co ruszamy pod wiadome drzewo z wiadomą dziuplą, gdzie odbędzie się bieszczadzki chrzest Kaśki (szczegóły na wiadomym filmie). Wbrew temu, co krzyczą wszyscy obecni, klepię Anioła w pierwszą krzyżową tylko raz i to naprawdę symbolicznie. Słowo! W ślad za Kaśką w lipowe trzewia zagłębia się Wojtek i Kryśka (osobno!), potem – podobno – czynią to także Bertrand i Renatka. Mnie udaje się uniknąć przeczołgania – oprawcy na słowo wierzą, że już zwiedzałem wnętrze lipy.
    Wiem,wiem od kogo najbardziej bolało i zapiekło (zna się tą ojcowską dłoń) hihih
    A co do wchodzenia Kryski i Wojtka..hmmm
    Wyobraźcie sobie jak by to fajnie wyglądało,jak by jednak razem wchodzili
    Dusza ludzka jest jak ptak:
    Gdy wzbija się na pewną wysokość,nie tylko nie wolno jej spocząć,ale musi tęgo skrzydłami pracować,by się na niej utrzymać. Inaczej pierwsza lepsza pokusa pociągie ją ku ziemi.

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar darkangel79
    Na forum od
    12.2009
    Rodem z
    Bydgoszcz/Aalsmeer
    Postów
    366

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Dusza ludzka jest jak ptak:
    Gdy wzbija się na pewną wysokość,nie tylko nie wolno jej spocząć,ale musi tęgo skrzydłami pracować,by się na niej utrzymać. Inaczej pierwsza lepsza pokusa pociągie ją ku ziemi.

  6. #6
    Botak Roku 2016 Awatar asia999
    Na forum od
    11.2008
    Rodem z
    jakieś 73 cm od Tarnicy ... w skali 1:1.000.000
    Postów
    1,691

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Cytat Zamieszczone przez darkangel79 Zobacz posta
    To parę fotek z tego dnia
    IMG_2247.JPG
    na tym zdjęciu wyglądacie prawie jak desant z Afganistanu

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar darkangel79
    Na forum od
    12.2009
    Rodem z
    Bydgoszcz/Aalsmeer
    Postów
    366

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Dusza ludzka jest jak ptak:
    Gdy wzbija się na pewną wysokość,nie tylko nie wolno jej spocząć,ale musi tęgo skrzydłami pracować,by się na niej utrzymać. Inaczej pierwsza lepsza pokusa pociągie ją ku ziemi.

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar darkangel79
    Na forum od
    12.2009
    Rodem z
    Bydgoszcz/Aalsmeer
    Postów
    366

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Postanowiłam dorzucić jeszcze kilka fotek,może dzięki temu Marcowego ruszy sumienie,że naród czeka na ciąg dalszy


    _MG_9980.JPG_MG_9990.JPG_MG_9991.JPG_MG_9992.JPG_MG_9993.JPGIMG_9968.JPGIMG_9976.JPGIMG_9982.JPG
    Dusza ludzka jest jak ptak:
    Gdy wzbija się na pewną wysokość,nie tylko nie wolno jej spocząć,ale musi tęgo skrzydłami pracować,by się na niej utrzymać. Inaczej pierwsza lepsza pokusa pociągie ją ku ziemi.

  9. #9
    Bieszczadnik Awatar Pyra.57
    Na forum od
    08.2006
    Rodem z
    stolica Pyrlandii
    Postów
    1,596

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Aniołku ale jesteś niecierpliwa. Daj Marcowemu trochę oddechu. A poza tym ileż przyjemności jest w oczekiwaniu na cd.
    pozdrawiam
    Marek

  10. #10
    Bieszczadnik Awatar darkangel79
    Na forum od
    12.2009
    Rodem z
    Bydgoszcz/Aalsmeer
    Postów
    366

    Domyślnie Odp: DoKIMBowa peregrynacja i co z niej wynikło

    Cytat Zamieszczone przez Pyra.57 Zobacz posta
    Aniołku ale jesteś niecierpliwa. Daj Marcowemu trochę oddechu. A poza tym ileż przyjemności jest w oczekiwaniu na cd.
    No wiesz ja kobieta jestem,a jak wiadomo kobiety z natury są niecierpliwe
    Dusza ludzka jest jak ptak:
    Gdy wzbija się na pewną wysokość,nie tylko nie wolno jej spocząć,ale musi tęgo skrzydłami pracować,by się na niej utrzymać. Inaczej pierwsza lepsza pokusa pociągie ją ku ziemi.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Lis w ogrodzie i co z tego wynikło.
    Przez lucyna w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 23-10-2012, 12:46
  2. Najwcześniej z Przemyśla do Ustrzyk D. ?
    Przez jaNO w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 24-06-2008, 22:34

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •