Rozdział III
Defloracja
Nie pamiętam czy było to poprzedniego dnia, czy wtedy, w drodze na Dwernik Kamień, kiedy Wojtek 1121 powiedział do Kasi:
- To jak ty tam masz, Gark… Dark …Ange…ange, nie umiem tego wymówić. Gargamel?
No i tak Kasia vel Darkangel79 została Gargamelem. Wojtek konsekwentnie tego się trzymał, ba, zaraził innych.
Na Dwernik wyruszyć mięliśmy o 10 rano z Sękowca. Wesoły domek, Wojtek 1121, Stały Bywalec ze swoimi znajomymi ,Złotkami oraz Bertrandy. Bartrandy zadzwoniły, że nie przyjadą do Sękowca, tylko uderzą od strony Nasicznego. Umówiliśmy się na konferencję na szczycie w samo południe.
Wyszedłem przed domek i dopadły mnie wspomnienia. Namiot Banana był na wpół zawalony. Banan nie ma takiego namiotu, jak Andrzej627, który (namiot nie Andrzej) sam szuka najdogodniejszego miejsca na rozbicie, sam się rozbija i przez cały czas pobytu robi śniadania i zmywa naczynia. Namiot Banana to nobliwy staruszek, niewiele młodszy od operacji Bieszczady 40. Kiedyś, kiedy byłem z Bananem w Cisnej, gdy złożyłem pierwszą poprzeczkę i zamontowałem na niej namiot Banan, będący w odmiennym stanie świadomości , wślizgnął się do niego przeszkadzając mi, co go szczególnie bawiło, a ja, przy akompaniamencie jego głupkowatego śmiechu kończyłem rozbijanie. I, tak jak tutaj, któryś z nas w nocy kopnął poprzeczkę i zawalił namiot. Śród innych, nowych i pięknych namiotów, ten wyglądał jak wehikuł Pana Samochodzika pomiędzy błyszczącymi autami.
Pożegnaliśmy się z Bananem, który miał dziś ruszyć w swoją stronę i poszliśmy na miejsce zbiórki.
Z początku szedłem ze Stałym Bywalcem, dość szybko, w awangardzie. Nie ukrywam, że gdy znieczulenie przestało działać zacząłem czuć tę ranę po gwoździu. Trochę wykrzywiając nogę jakoś szedłem. Na końcu szedł Wojtek 1121 z dwiema bieszczadzkimi dziewicami, Julią i Gargamelem. Później, na prośbę Julii szedłem z nimi. Opornie to szło, chociaż podejście od strony Sękowca jest stosunkowo łagodnie. Ale jak się idzie, nawet wolno, to w końcu się dojdzie. Dla dziewczyn było to pierwsze szczytowanie w Bieszczadach, obie spisały się chwacko. Jednak to 1004 m. npm. Pierwsze widoki, nie byle jakie-Połoniny, Rawki. Defloracja w pełni udana.
Na szczycie Wojtek Cyferki zaczął kopać tu i ówdzie i na oczach wszystkich wykopał butelkę ukraińskiej wódy, którą był zamelinował jeszcze we wrześniu. Kieliszki poszły w ruch, nagle, dziwnym trafem ,się znalazły. Sesja zdjęciowa, wspólne rozmowy,plany na najbliższe dni, podziwianie widoków, jak to na Dwerniku. Nie ukrywam, że ten szczyt darzę szczególną estymą.
Zejście zaplanowaliśmy ścieżką prowadzącą prosto ze szczytu ,dalej do wodospadu Szepit i Zatwarnicy.Tym razem towarzyszyli nam Renatka i Bertrand, których potem SB miał podrzucić do samochodu w Nasicznem. SB z częścią ekipy ruszyli do przodu, część została z tyłu. I wtedy nastąpił kryzys.
Szczytowanie na Dwerniku Kamieniu to dla Julii miał być sprawdzian, czy da radę i czy da radę jej chore serducho. Badania wyglądały bardzo dobrze, zaryzykowaliśmy więc.
Nie dało rady. W pewnej chwili Julia aż nie mogła złapać tchu. Przestraszyłem się nie na żarty. Wyglądało to naprawdę poważnie. Po chwili odpoczynku i wyrównania oddechu ruszyliśmy dalej. I wtedy Julia mogła się przekonać, że nie zostawia się ludzi na szlaku, jest kryzys to nie ma dyskusji, należy się dostosować. Troska ze strony Renatki i Bertranda, słowa Wojtka: Ty dyktuj tępo, my się dostosujemy. To wszystko bardzo Julinkę podbudowywało. Dziękuję Wam! No i mieliśmy już pewność, że dalsza część naszego pobytu będzie raczej niskopienna. Nadrobię we wrześniu.
Jakoś dowlekliśmy się pod kultową wiatę. Poprosiłem Kazia, żeby po Julię przyjechał, bo co prawda to tylko dwa kilometry, ale Julinka była autentycznie wykończona. Na szczęście problem rozwiązał się wcześniej. Miła pani sklepowa po zamknięciu sklepu podwiozła moją drugą połowę do Sękowca.
Wracając do domku zobaczyłem namiot Banana, czyli nie poszedł do Rajskiego. Ucieszyło mnie to. Namiot zasznurowany, cisza. Albo spał, albo… Że też, będąc pod sklepem, nie rozejrzałem się uważniej, czy jego powłoka nie zalega gdzieś pod stolikiem w kultowej wiacie..
W następnym rozdziale o urokach turystyki samochodowej


Odpowiedz z cytatem