Rozdział I
Pan kotek był chory
Kiedyś Julia powiedziała: Nigdy bym nie pomyślała, że będę miała z Tobą dwa koty.
Zaczęło się od tego, że Dziewczynka, kotka, którą adoptowaliśmy w charakterze siostrzyczki dla Chestera, kota, który jako zabaweczka znudził był się poprzednim właścicielom, nastroszyła ogon i zaczęła prychać. Był późny wieczór, drzwi z pokoju do kuchni były uchylone, Dziewczynka stała w progu i jeżyła sierść. W naszym mieszkaniu jest tak, że dalej za kuchnią jest jeszcze sień, dalej drugi pokój z otwartym wciąż (oprócz zimy) oknem, przez który nasze koty mogą swobodnie, kiedy chcą, wychodzić na podwórko. A okno z pierwszego pokoju wychodzi na podwórko sąsiadów i też jest najczęściej otwarte.
Tymczasem dziewczynka stała w progu kuchni i prychała w ciemność. Z wrodzonym sobie optymizmem stwierdziłem, że na pewno widzi ducha, chociaż mój zmarły dziadek do tej pory nie narzucał się. Dziewczynka ostrożnie przeszła do drugiego pokoju, wyszła na parapet i chyba na dwór. Nagle wrzasnęła po kociemu i jak torpeda pognała do nas do pokoju. Teraz to Julia się przestraszyła, zwłaszcza po tym, co jej naopowiadałem, chociaż twierdzi, że nie wierzy w duchy. Lustracja podwórza nie dała odpowiedzi, co tak Dziewczynkę przestraszyło.
Dopiero na drugi dzień zobaczyłem jakiegoś kociego terrorystę, który był na naszym parapecie, kto wie, czy nie wszedł bezczelnie aż do pokoju i dziewczynka go wyczuła z pierwszego pokoju. Nie wiem, skąd ten kot się przypałętał. Wcześniej go nie było. U sąsiadów są trzy koty, które po naszym podwórzu chodzą jak po swoim, za to nasze koty odwdzięczają się pięknym za nadobne i jak do tej pory żadnych konfliktów nie było.
Tymczasem w przeddzień wyjazdu w Bieszczady pojechaliśmy do Torunia na urodziny naszej forumowej przyjaciółki Fioletowej Wody . Okno jak zwykle zostało otwarte. Wróciliśmy późno w nocy, Chestera nie było, ale nie raz zdarzało się, że wracał kiedy chciał.
Nastał zaranek, dzień wyjazdu a kota nie ma. Julia w płacz, poszła go szukać, humor się nam popsuł, niepokój narastał. W końcu podczas składania łóżka, coś cienko miauknęło i wypełzło zza łóżka. Chester ledwie powłóczył noga za nogą, wyraźnie było widać, że marsz sprawia mu ból. Julia już chciała zrezygnować z wyjazdu, chociaż tak się na ten wyjazd cieszyła. Cóż było robić, kota w transporter, transporter do samochodu i jazda do Torunia do pana doktora. I przyszedł pan doktór- Jak się masz koteczku?
Diagnoza nie była zła, prawdopodobnie spadł skądś, jest ogólnie potłuczony, ale bez problemu z tego się wykaraska. Opiekę koty miały zapewnioną, plany więc nie uległy zmianie.
Tymczasem moja siostrzenica, która przyjeżdżała karmić koty i sprzątać kuwetę zadzwoniła i powiedziała, że Chester nie chce jeść, jest apatyczny i nie chce chodzić. Nie chce sobie wyobrażać, co on o nas wtedy myślał, gdy zostawiliśmy go w takiej chwili, kiedy cierpiał. Żaden moderator by mi tego nie puścił.
A kiedy, zgodnie z planem, przyjechała mama Julii, zobaczyła, że łapka mu ropieje, już wtedy byliśmy w Ustrzykach Górnych. Po raz pierwszy przekonałem się , że telefon w Bieszczadach jednak jest potrzebny. Telefoniczna konferencja i szybka decyzja- Chester jedzie do Torunia i idzie ponownie do doktora od kotów, a od diagnozy zależy czy Julia wraca zgodnie z planem, czy w poKIMBową niedzielę z WUKĄ i Marcowym. Jednak mama Julii to kobieta, że do rany przyłóż, choćby kota.
Okazało się, że to nie upadek, lecz ciężko został pogryziony przez tego terrorystę, czego wcześniej nie było widać. Trzy łapki i ogon, w łapkach zaczęła zbierać się ropa i przez kilka dni naraziliśmy go na okropny ból i tęsknotę. Gdy wracając podjechaliśmy samochodem pod dom, ten koci gnojek czmychnął, do dnia kiedy piszę te słowa nie pokazał się, chociaż przygotowałem sobie kupkę kamieni na jego powitanie. Bardziej skutecznych pułapek, ze względu na koty sąsiadów, nie możemy dla niego przygotować.
Chester powoli dochodzi do siebie, dostaje antybiotyki, zastrzyki znieczulające i łapki ma w bandażach, i chociaż jeździ jeszcze do Torunia na zmianę opatrunków, to jesteśmy wszyscy razem: Julia, Dziewczynka, Chester i ja. A mogło się zdarzyć, że wymieniając we wstępie personae dramatis mogło zabraknąć Julii.


Odpowiedz z cytatem