Ruszamy więc. Bagaże spakowane, śniadanie nadgryzione. Jakoś nikomu nie chciało się jeść. Niby żal wyjeżdżać a jednocześnie chce się mieć jak najszybciej za sobą ten bezsensowny moment zbierania do kupy i zatrzaskiwania w bagażniku tego co kilka dni temu z dziką radością z tego samego bagażnika wyciągaliśmy. Jakoś tak nie wszystko daje się upchnąć, więc na tylnym siedzeniu, tudzież na podłodze ląduje to, co do bagażnika dobrowolnie wejść nie chciało. Może też chciało jeszcze zostać? No jedźmy już, jedźmy…zaraz, zaraz, stop! A sery?! Ja bez serów nie jadę! Na szczęście sery jakby na nas czekały, choć niedziela i tak wcześnie. Dostajemy jeszcze oscypek w prezencie i już nie ma wymówki. Jedziemy. Ser ląduje – a jakże – na tylnym siedzeniu. No, teraz to tylko dziada z babą tu brakuje…brakowałoby, gdyby nie fakt, że dziad z babą również znaleźli sobie miejsce na tylnej kanapie. Dziad z babą jest rasowy – to znaczy, że stanowi najbardziej oryginalny z oryginalnych tak zwany badziew. Badziew został wyszukany i zakupiony na specjalne zamówienie wielbiciela badziewiów, który tym razem w Bieszczady nie przyjechał.
Dziad z babą jest równocześnie autentycznie bieszczadzki – w dzikiej chatce, która ma tylko trzy ściany bez sidingu i daszek bez satelity mieszka sobie dziad z babą. Pewnie mają jakieś dziatki ale albo w chałupie schowane albo w szkole albo gdzieś tam... Zarówno dziad jak i baba stroje mają raczej podhalańskie niż podpołonińskie ale może akurat ten dziad w czasach gdy jeszcze nie był dziadem przyszedł tu kiedyś z redykiem i tak został? I babę poznał w czasach kiedy jeszcze babą nie była i się zauroczył? Może jej śpiewał na zielonej łące Kołysankę?
Chciałbym kiedyś zabrać cię do domu,
w którym zegar cichuteńko śpi.
Czas zagląda w okna po kryjomu
i zaskrzypią tylko czasem drzwi.
(…)
Obok domu drzewo szumieć będzie,
zimą nas przytuli ciepły piec.
Latem kwiaty pachnieć będą wszędzie
i marzeniom pozwolimy biec.
No i zabrał ją do tego domu. Tylko z biegiem czasu chatka zmalała a On i Ona stali się plastikowym dziadem i plastikową babą.
Dziad wychodzi z chatki na pogodę – może idzie na piwo do jedynego sklepu we wsi? A co będzie siedział w chacie jak piękna pogoda. Baba w tym czasie schowana w chacie – może pranie robi albo dziatkom w lekcjach pomaga? Albo ciasto robi i klnie pod nosem na dziada, ze sobie poszedł…
Gdy za oknem zbiera się na deszcz dziad wraca do chatki a wychodzi z niej baba…pewnie musi zebrać pranie co je wywiesiła jak dziada nie było…Tak to skonstruowane jest…dziad z babą złączeni jedną deseczką, zależni od siebie a jednak mijający się, w osobnych izdebkach, razem a jednak osobno…przedzieleni termometrem…uczuć może…
Może on pasie owce a ona je doi dwa razy dziennie…a może on jest kierowcą a ona kasjerką w markecie…może on jest managerem w dużej firmie a ona kobietą sukcesu…nieważne. Ważne, żeby żyć razem naprawdę, żeby nie splastikowieć na jednej wspólnej deseczce…
…a między nami magia
i niepokoju dreszczyk
ciągle niepowiedziane
tysiące słów najlepszych…
Autentycznie bieszczadzki dziad z nie mniej autentyczną bieszczadzką babą w autentycznej bieszczadzkiej dzikiej chatce znalazł więc miejsce gdzieś między serem a aparatem fotograficznym.
Jedźmy...


Odpowiedz z cytatem