Jeśli mogę coś wtrącić...
Wielu osobom zależy na autentyczności i klimacie ostro odciętym od komercjalizacji...
Ja z sentymentem wspominam swój pierwszy pobyt w Bieszczadach i spróbowanie skrajeni różnych "koczowisk". Pierwsza baza w Wołosatem w "Stajni" czyli warunki pensjonatu, potem nieogrzewana ciasna chatka, i woda gorąca zagrzana przez gospodynie... Miało swój urok :D

Moim skromnym zdaniem, takie prawdziwie turystyczne warunki stwarzają coś czego nie da nadrobić gorącą kąpielą w wykafelkowanej łazience i dopiero co odremontowanym pokoikiem.

Sporo chodziłam w Beskidach, i nieraz zaliczałam podłogę na świetlicy w schronisku ( bo miejsc nie było) pryczę w wieloosobowym pokoju, lub też szałas czy po prostu chmurkę ) jeszcze z tego nie wyrosłam i chyba mi to nie grozi :D


pozdrawiam, myślami już w Bieszczadach :D