Witam

Pomysł sam w sobie jest ciekawy, jednak - jak to w życiu - diabeł tkwi w szczegółach. Przed przystąpieniem do pracy warto by zastanowić się nad paroma aspektami:

1 - druk cyfrowy - przy niskim nakładzie? tylko pozornie jest tańszy, gdy w grę będą wchodzić objętości "albumowe"

2 - nawiązując do punktu pierwszego - no właśnie -jaki format, jaka objętość, na czym ( papier )

3- introligatorka - czyli ? szyty, klejony, do tego oprawa ( okładki )?

Podsumowując ( bardzo wstępnie ) może się okazać, że cyfra wyjdzie drożej niż offset.

Kolejna sprawa to same zdjęcia i przyjęta konwencja. Czy informacyjnie, monografia i wtedy do zaakceptowania będą prace o niższej jakości ( aberracje, dystorsje, niewielka rozdzielczość przekładająca się na mniejszy rozmiar odbitki w druku ) - ale niosącę również informację o prezentowanym obiekcie.
Czy też - artyzm i sztuka

Nie chcę przez to powiedzieć, że uczestniczyć w projekcie mogą tylko goście z 1Ds MIV lub N cośtam - ale może warto zasugerować, że jeśli ktoś może, ma przy tym dobry sprzęt, chce tachać statyw i wybrać się o świcie, lub późnym popołudniem - to i takie fotki niech cyka. I nie zapomni przy tym, że dobrze, jak ten sam obiekt skadruje w pionie i poziomie. I najlepiej, jak zapisze w RAW-e, jeśli ma taką opcję.

Myślę, że w tym temacie powinno się dopuścić obydwie opcje, ale żeby nie wyszlo tak, że np. z Beniowej jest 300 zdjęć, a z X tylko 10, z tego 9 słabych technicznie.
Może warto, przynajmniej częsciowo koordynować akcję zbierania zdjęć?

Po zebraniu materiału - znowu wracamy do jednego z wcześniejszych punktów - na czym drukować ( podłoże ). Bo jeśli ma być to album, który z przyjemnością bierze się do ręki, to w grę wchodzą tylko papiery powlekane ( i nie zapomnijmy, że nadające się do obróbki introligatorskiej - bo żadna technika typu fotoksiążka nie wchodzi w grę).

Na koniec - aby wydać to w jakimkolwiek oficjalnym obiegu - raczej powinno mieć ISBN.
Do tego kwestie podatkowe - pomijam całkowicie etap edytorski, ale potem również warto mieć na uwadze że... ktoś sprzedaje, czyli ma przychód, czyli US, który już czasem monitoruje net, uważa, ze ma dochód. A jak ma dochód, to i podatek go nie ominie

Chciałbym jasno podkreślić, że moja wypowiedź nie ma na celu piętrzyć trudności, czy być przejawem malkontenctwa.
Rzecz w tym, aby ciekawy projekt dobrze przygotować od strony organizacyjnej, by się udał. A nie stał powodem niesnasek, czy też późniejszych dyskusji, o sprawach, wskazanych powyżej. Gdyż potem może być już za późno na skorygowanie pewnych spraw.

Przejrzę swoje archiwa i jeśli coś się będzie nadawało, też chętnie podrzucę.