Witam już po zbyt krótkim pobycie w Bieszczadach.

Sprawdziłam trasę, przynajmniej częściowo, którą polecaliście. Wyruszyłam sama, bo jak się w praniu okazało, tylko mnie nogi chciały ponieść gdzieś dalej. Trasę na Dwernik Kamień, nieco zmieniłam, o czym później. Na pewno wiele przez to straciłam, ale jeszcze więcej zdaje się, odebrała mi nietrafiona pogoda, było dżdżyście a na szczycie nie wiele można było podziwiać. Nie licząc smagania wiatrem i deszczem po policzkach

Drogę stokówką przepędziłam, przez moment sądząc że gdzieś w krzakach czai się niebezpieczny zwierz:) Wyobraźnia płata mi czasem takie figle. Szłam sama nikogo nie spotykając po drodze, w chwili gdy wydawało mi się, że siedzi i śledzi mnie wilk, włoski na rękach stanęły mi dęba a pod skórą, poczułam przejmujące gorąco Do skrętu na Dwernik Kamień przeszłam w 50 minut...

Dalej prowadził szlak, rozjeżdżony przez ciężkie pojazdy, i rozmyty przez deszcze. Szlak przypominał rozlepioną gigantyczną plastelinę, wypełnioną żółtą wodnistą mazią. By nie utopić butów, szłam lasem, prawie do samej Magury.


HPIM6501.jpg



W miedzy czasie, depcząc tak krok za krokiem, dość szybkim marszem, zauważyłam podejrzany trop dzikiego zwierza... To dodało mi energii i podziałało jak bat z drugiej strony pomyślałam sobie jaka ja głupia, że sama po Bieszczadach chodzę...


hpim6510.jpg

Gdy minęłam Magurę, planowałam jeszcze, że wracać będę przez Hylaty...Na Dwernik Kamień dotarłam sporo poniżej czasu z tablic i oznaczeń. Jakby mnie wilk jaki gonił ;P Na szczycie nagrodą były borówki i ławeczka :) Zjadłam banana, zostawiając kromki z masłem orzechowym w pleckaku na potem dla misia, jeśli taki pojawiłby się na mojej drodze ;P

hpim6537.jpg

Niestety, zadzwonił telefon i już widziałam, że guzik, muszę spieszyć się z powrotem w stronę Nasicznego, lub też drałować pieszo jeszcze ze 3 godziny lub więcej. Pora nie była wczesna, pogoda też nie za serdeczna. Widok na wodospad, zostawiłam sobie na raz następny, jednocześnie sprawdziłam własnymi nogami zejście (i wyjście) od strony Nasicznego.

Widok ze szczytu, musi zapierać dech w piersiach, jeśli tylko jest odpowiednia widoczność... tej nie było :( Pobłądziłam oczami wyobraźni daleko hen przed siebie i zamieniwszy, kilka zdań z napotkanymi podróżnikami na szczycie ruszyłam w drogę do Nasicznego.

Podsumowując, muszę przyznać, że to dobra trasa dla tych którzy pierwszy raz, lub też chcą w ciszy i w spokoju pochodzić po górkach a jednocześnie nie dreptać krok w krok za kimś.

Piątkowy widok tłumów na Połoninie Wetlińskiej przekonał zaś do tego, by bardziej przemyślanie dobierać czas na wypad w Bieszczady. Wakacje to nie jest ten klimat



pozdrawiam :)