a auto schowaliśmy w Samborze za rękawiczkąZamieszczone przez jojo
Właściwy początek wyprawy, czyli pierwszy przystanek w przydworcowym barze w Satrym Samborze, gdzie aklimatyzowaliśmy się do, inaczej, wolniej płynącego na Ukrainie czasu
Podróż do Sianek trochę nam się dłużyła, trasa nie jest tak fascynująca jak z Sianek do Mukaczewa.
Staliśmy z rowerami w przejściu. Trzeba było uważać, by rowery nie wypadły, gdy otwierały się drzwiczki-elektriczki.
Urozmaiceniem były rozmowy z miejscowymi podróżnymi i oczywiście ciekawe widoki zza brudnych szyb.
Po dotarciu do Sianek mieliśmy dylemat; który punkt gastronomiczno-handlowy wybrać: dolny czy górny. Później podobne dylematy często towarzyszyły nam podczas całej podróży. Ostatecznie wypchaliśmy rowery do górnego. Okazało się, że jest zamknięty, ale sympatyczna pani pracowała w polu, zauważyła nas i otworzyła przybytek. Z ciekawostek, opowiadała, że jak pracowała na Zakarpaciu, w Wołosiance za ladą, to miejscowi śmiali się z niej, Ukrainki, że: "Polka przyjechała do pracy". Chwaliła nas, że potrafimy się z nią dogadać, bo Polacy mają na ogół problem. Dostaliśmy też gratis orzeszki do piwa. Ciekawe czy na budynku pojawi się polski szyld: "Noclegi" (Henek zostawił na kartce wzór napisu) - jak kto będzie w Siankach, niech da znać.
A noclegi ekskluzywne; łóżka, ładne pokoje, 30 hrywien od osoby, ale najciekawsze, że jest sauna do dyspozycji i stawik po saunie.
Widziałem (nie tylko, he, che) takie także w Bośni, w Sarajewie. Ot, uniwersalizm słowiański - bliski sercu (i innym organom).
Zadziwia mnie ten przybytek w Siankach z niebieskim dachem. Kolor istnieje juz parę lat, ale jakoś dotąd nie trafiłem tam (do Iwana trza było zajrzeć :) )
pozdrówka :-)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)