Ja czasem pracuję jako przewodnik (znacznie częściej w Tatrach niż w Bieszczadach i w innych górach) i uczucia mam mieszane.
Z jednej strony - tłoku bardzo nie lubię i kiedy jadę gdzieś sama lub z przyjaciółmi - to staram się tego tłoku unikać.
Lubię góry gdzieś w głębi Ukrainy, gdzie idąc cały dzień spotka się co najwyżej jedną osobę, a na weekendy - niższe górki na Słowacji (nie Tatry).
Już Czarnohora jest jak dla mnie za bardzo zapchana i skomercjalizowana.
Natomiast potrafię zrozumieć ludzi, którzy sami nie mając zdolności organizacyjnych chcą raz w roku pojechać w góry aby wypocząć.
Ponieważ jadą tam raz w roku - nie potrzebują specjalnego sprzętu, wystarczą adidasy i kurtka z ortalionu, nie trzeba goretexu.
Jednak czasem dość mocno poraża mnie beztroska i brak krytycznego podejścia do własnych możliwości, dość powszechny wśród ludzi, którzy bywają w górach rzadko.
Ostatnio w każdej grupie którą prowadziłam w Tatry w ciągu ostatnich 3 miesięcy znalazł się przynajmniej jeden człowiek, który znacznie przecenił swoje siły i wybrał się na trasę nie odpowiadająca jego możliwościom kondycyjnym (mimo że w planie wycieczki było wyraźnie napisane, że będziemy dużo chodzić). Najgorzej kiedy byli to ludzie, którzy na długą trasę zabrali zupełnie nie przygotowane swoje 8-letnie dziecko. To dziecko bardzo się tam męczyło.
Smuci mnie bardzo to, że góry, które powinny być dzikie dostosowuje się do możliwości właśnie takich ludzi - te schodki, udogodnienia, mostki.
Moim zdaniem - nie tędy droga.
Czasem jeśli trzeba byłoby na początku trasy przejść w bród przez rzeką lub przez przysłowiowe "błoto po kolana" niejeden z "niedzielnych turystów" zastanowiłby się i wrócił.
Pozdrowienia
Basia
ja to bym przed kazdym szlakiem kopala szeroki rów z wodą i błockiem przynajmniej po kolana- bez mozliwosci obejscia (chyba ze przez kolczaste krzaki)
Bylaby to przeszkoda spokojnie do pokonania - niezaleznie od wyrobionej kondycji, sprawnosci fizycznej, rowniez dla dzieci..
Jedynie bylaby to przeszkoda psychologiczna- duza szansa ze by tam nie polazly te wszystkie paniusie na szpileczkach ktore boja sie złamac pazurka i ida w gory jak na spacer do galerii handlowej
aha! i jeszcze by sie przydalo kopanie dziur z pyłem i blotem przed kazdym podgorskim parkingiem- coby nie tylko buciki ale i nawoskowane autko sie pobrudzilo
No wlasnie ci powiem ze z tym moze byc problem i nie jest to takie jasne.. "Duzo chodzic" nie dla kazdego znaczy to samo.. Zdarzylo mi sie przed laty byc takim osobnikiem o jakim piszesz.. Pojechalam kiedys na wycieczke zorganizowana- specjalnie dzwonilam do biura aby zapytac o dlugosci tras- Powiedzieli ze wielki hardcor to nie bedzie, ze jedzie sporo osob starszych, ze bedziemy isc raczej powoli, ale warto miec jakies gorskie doswiadczenie, ze trasy beda srednio dlugie, ze jesli chodze cos po gorach to dam sobie rade itp. No i ja glupia pojechalam.. I byl taki zapier*** ze po pierwszym dniu musialam sie odlaczyc od wycieczki aby nie zepsuc pobytu sobie i calej reszcie grupy..
Wiec wydaje mi sie ze okreslenia w ofertach zorganizowanych wycieczek "duzo", "srednio", "powoli" sa totalnie bez sensu. Bo gdy jest napisane np. planujemy przejsc 20km, przewyzszenie 1000m, w ciagu 8 godzin, przewidziany tylko jeden dluzszy postoj- to juz wiadomo o co chodzi i mniejsza szansa sie naciąć..
Ostatnio edytowane przez buba ; 21-09-2011 o 13:01
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Mniej więcej tak właśnie było napisane, do tego kilka razy powtarzałam to w autokarze i jeszcze na trasie (można się było z pewnego miejsca w 1/3 trasy bezpiecznie samodzielnie wrócić).
Ale mimo tego zawsze znalazły się osoby, które sądziły, że dadzą radę a potem na trasie zdychały i co gorsza znacznie opóźniały drogę wszystkim pozostałym uczestnikom.
Ja zdecydowanie nie jestem jakiś harkorowiec, chodzę raczej powoli, lubię długie i forsowne odpoczynki
Ale jeżeli przykładowo na trasie liczącej w całości 10 km i około 600 m przewyższenia jeden pan robi 2,5 godz. opóźnienia w stosunku do reszty grupy - to nie jest to w porządku.
To samo w ostatnią sobotę. Trasa polana Palenica Białczańska - Pięć Stawów i z powrotem.
Do przejścia normalnym spacerowym krokiem za około 5-6 godz. z odpoczynkami - 7.
Po przejściu 40 min. pod Wodogrzmotami powiedziałam - kto z państwa chce iść dużo łatwiejszą trasą na Morskie Oko - proszę może się odłączyć i iść dalej sam.
Nikt nie chciał, a już u góry w schronisku ludzie pytają - "to nie pójdziemy dalej na Morskie Oko ? dlaczego ?". Z kolei niektórzy inni nie zdawali sobie sprawy, że "tyle trzeba będzie iść po tych kamieniach".
Ostatecznie trasa zajęła nam około 8,5 godz.
To na prawdę nie było z ich strony złośliwe, ale dziwi mnie brak świadomości własnej wytrzymałości i kondycji.
B.
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Miałem przyjemność poszwendać się z końcem marca po biesach i z koleżanką byliśmy jedynymi ludzikami cały dzień na Wetlińskiej, podobnie z Caryńską , no były jeszcze żmijory. Za to minionego lata byłem z synem, z rańca wraz ze słonkiem wyszliśmy na Caryńska i pustka cudowna, za to przy zejściu na Berehy już pielgrzymki na półplażowo ciągnęły bo na dole cieplutko ale na grzbietach chmury przechodzące przez góry do tego mgła i ziąb więc mój 7 latek nawet nieco zdziwionym głosem pytał " Ojcze czy oni wiedzą co czynią?". Próbowaliśmy się przebić na Wetlińską od Berehów ale wobec ciągnących wycieczek z puszkami w rękach zrezygnowaliśmy.... Wejść trudno nie jest mimo kiepskiej kondycji młodzieńca jak ja w wieku podeszłym i postury ogromnej, radości z widoków jest mnóstwo ale.... rozsądek przede wszystkim i trzeba być gotowym na każdą ewentualność pogodową zwłaszcza w Bieszczadach... No ale cóż... Koleżanka Basia Z pewnie się z tym spotkała.. "Phi jakies tam Bieszczady, ja to na Giewonta wlazłem to co mi tam jakieś pagórki..." więc piwko w łapkę halówki na nóżki, żonka coś bardzie płaskiego ale nadal jazzy/cool i w "phi...pagórki" a potem zonk...
Najgorsza jest taka glupia pewnosc siebie.. Czytalam kiedys fajna relacje w necie: "Zemsta Popadii". O gosciu ktory sie wspinal w Alpach, w Himalajach i kiedys kuzyn go zabral na rajd w Gorgany. Wiec pojechal z nastawieniem - ot takie pagóry, bez lodowcow, prawie jak park miejski, jeszcze latem.. Ale trafili rok burzowy, deszczowy, mglisty, z powodzia w dolinach.. Ale "ja nie wejde na szczyt??" . I koles dostał tak po d.. tak ze nigdy tak nie dostal w swoich wysokogorskich wspinaczkach..
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Oj Buba jakże podoba mi się Twój sposób myślenia!! Rok temu w Stołowych na szlaku między Szczelińcem a Błędnymi jedna JaśniePani stwierdziła że jakby wiedziała że mozna tam pojechać autkiem to by nie niszczyła swoich nowych Pum po jakichś kamsztorach. Proponuje zebrać podpisy i zaproponować jako obowiązujące uwagi dotyczące trasy - przy czym do pomysłów Buby dodałbym - sklep niecałodobowy odległość ....km, organizator nie zapewnia pięknych widoków - uzależnione od pogody, wędrówka lub zdrowie (psychiczne) wybór należy do Ciebie, płatności karta nie będą realizowane wszędzie ( kto był w drodze na Trzy Korony w Pieninach kojarzy pewną staruszkę sprzedającą na szlaku codziennie w sezonie maślankę i kompot domowej pysznej roboty właśnie u niej rok temu słyszałem a karta można?)... hmmm uwaga nieoswojone zwierzęta bez kagańców... myślę że jeszcze by się coś znalazło.... Aha i jeszcze jedno przed każdym podejściem w Bieszczadzie powinien być napis - uwaga będzie pod górkę, zawiedzionych przepraszamy.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)