Te góry przeżyły harcerzy (sam zaczynałem przygodę z Biesami na OB-40), studentów, rajdy, drogi krzyżowe i wiele innych masówek, bardziej lub mniej (nie)poprawnych... Trwają. Co roku popularne szlaki oblegane są przez turystów głównie w lipcu i sierpniu. Tak jest od zawsze. Każdy kto tam jeździ o tym wie i jeśli szuka klimatu, samotności, w tym czasie tam po prostu nie chodzi. Większość z nas jest w stanie zza biurka zaznaczyć w kalendarzu miejsca i okresy, gdzie w Bieszczadach będzie "tłok". Popytajcie miejscowych, poczytajcie relacje kolegów z forum, poza tymi okresami nie ma zbyt wielu ludzi.
Odkąd pamiętam narzeka się, że za rok to Bieszczady już nie będą dzikie, nie będzie klimatu. Myślę, że mimo wszystko każdy ciągle może znaleźć w nich coś dla siebie. Bez względu na jednostkowe czy symboliczne mostki. Popieram ich sensowne budowanie, nie obrażam się, na mostki, na ludzi, nie zabieram zabawek i nie idę w Ukrainę czy Rumunię (choć odwiedzę w końcu na pewno, bo jest tu wiele ciekawych, zachęcających relacji).
Bieszczady to nie zamknięty skansen. Rozwijają się jak wszystko, przyjmują wszystkich. Powiedzcie sami patrząc przekrojowo, przez lata... Czy naprawdę powstało tak wiele nowych mostków, kładek, barierek? Czy powstały zupełnie bez sensu?
Asia999 pyta, a jedyna odpowiedź to "nie przynudzaj".
Ja też nie lubię podawania na tacy i dlatego, tym bardziej nie narzekam na 'mostki', bo jadąc w Bieszczady zawsze znajduję to czego szukam. Inaczej organizuję wyjazd z dziećmi, inaczej z przyjaciółmi, a inaczej gdy jadę sam.
Moim zdaniem problemu 'mostków' w Bieszczadach nie ma.
Starym bieszczadnikom wypada po prostu ponarzekać.