"Chaszczowym" turystom mostki niepotrzebne, a "niedzielni" i tak pchają się na połoniny. Po co więc ścieżka na Brenzberg i w podobne miejsca. Zauważyliście z pewnością, że na szlakach jest coraz więcej śmieci, a młodsi nie wiedzą, że należy się pozdrawiać. Czy tacy, jeśli dotrą na Brenzberg przystaną na chwilę zadumy czy modlitwy? Wiem, generalizuję, a tego nie powinno się robić, ale "coś" jest w tym podziale.
A jeśli już zacząłem generalizować, to zabrnę dalej. "Niedzielni" przejdą Wetlińską, wejdą najprostszą drogą na Tarnicą, i pojadą nad Solinę, i wrócą dumni, że byli w Bieszczadach. A potem przypadkowo trafią na nasze forum, przeczytają relacje Bertranda, Recona albo Trzykropka i nie zrozumieją ani słowa. Za to zostawią tony śmieci.Albo połamią sobie nogi, bo pójdą w klapkach w góry. Ja sam widziałem starszego faceta, który po Śnieżnych Kotłach w Karkonoszach poruszał się w klapeczkach. Kto tam był, to wie o co mi chodzi.A na mokrym mostku też można złamać nogę bez odpowiedniego obuwia. Dla kogo więc te mostki, kładki i barierki..